[ Pobierz całość w formacie PDF ]

który ma sprawić, że siÄ™ wypocimy. WidzÄ™, że pan Blagg tak­
że czytał traktat dobrego doktora. - Drew nachylił się do
ucha Bess i wyszeptał: - Ale mnie się zdaje, że oboje znamy
lepszy sposób na wywołanie potów, czyż nie?
Bess natychmiast się rozpromieniła.
- Jesteś szelmą, mój panie, skoro mówisz o tym głośno...
132
- Jednak zgadzasz siÄ™ ze mnÄ…, prawda? Bo przecież jeste­
śmy mężem i żoną, a czyż małżeństwa nie zawiera się po to,
by płodzić dzieci? A jak to zrobić inaczej, jak nie zabawiając
się miłośnie w łożu?
Z taką argumentacją musiała się zgodzić.
- Jeżeli wody Buxton wzmocnią nasze dusze i ciała -
mruknęła cicho - to i pÅ‚odzenie dzieci może siÄ™ okazać bar­
dziej skuteczne...
- Doskonale powiedziane. PrzypomnÄ™ ci o tej rozmowie,
moja miła, dzisiejszego wieczoru.
Jak powiedziaÅ‚, tak zrobiÅ‚. Tej nocy wpÅ‚ywajÄ…cy do kom­
naty blask księżyca oÅ›wietliÅ‚ małżonków pogrążonych w gÅ‚Ä™­
bokim śnie, jaki ogarnia kochanków po chwilach wielkiej
rozkoszy.
- Nie miałam pojęcia, że wody Buxton są tak lodowate -
jÄ™knęła Bess kilka dni pózniej, gdy owiniÄ™ta rÄ™cznikami sie­
działa na ławce pod arkadą, w pobliżu wielkiego kominka,
w którym buzował ogień.
- Jak dobrze, że to nie ja musiałam do niej wchodzić -
mruknęła Jess, garderobiana, energicznie rozcierajÄ…ca czÅ‚on­
ki swojej pani. - Ja tam nie przepadam za kÄ…pielami, nawet
gdy woda jest caÅ‚kiem ciepÅ‚a. Ciekawe, co nasz milord sÄ…­
dzi o tym pławieniu. Ludzie powiadają, że w zepsutej Italii
kobiety i mężczyzni razem zażywajÄ… kÄ…pieli, ale, Bogu dziÄ™­
kować, te zberezne praktyki nie dotarły jeszcze do naszego
kraju.
Bess nie mogłaby z czystym sumieniem podzielić opinii
133
swojej sÅ‚użącej. PomyÅ›laÅ‚a, że z wielkÄ… chÄ™ciÄ… popatrzyÅ‚a­
by na Drew, kiedy pływa nago, chociaż nie życzyłaby sobie
oglądać sir Henry'ego czy też innych grubych dżentelmenów
bez ich szat. Drew powiedziaÅ‚ jej, że podczas podróży do Ita­
lii z Philipem Sidneyem nauczyli siÄ™ pÅ‚ywać w ciepÅ‚ych fa­
lach Morza Zródziemnego.
- To bardzo przyjemna rozrywka. Kiedy pojedziemy do
mojej wiejskiej posiadłości, nauczę cię tej sztuki i będziemy
razem baraszkować w rzece, która przepływa skrajem parku,
niczym starożytni bogowie w szczęśliwej Arkadii.
Zabierze ją do swojej wiejskiej posiadłości! A więc nie
porzuci jej w Atherington! Na tÄ™ myÅ›l Bess zalaÅ‚a fala ra­
dości.
- Muszę cię rozczarować, lecz niepotrzebny mi bakałarz.
Ojciec nauczył mnie pływać, gdy jeszcze byłam dzieckiem,
ale oczywiście przyłączę się do ciebie z największą ochotą.
- Gotowe, milady - przerwała jej zadumę garderobiana.
- JesteÅ› już caÅ‚kiem sucha, a i twoje szaty ogrzaÅ‚y siÄ™ przy og­
niu. Czy zechcesz już się ubrać, pani?
- Tak, jak najszybciej. - Jej pośpiech wywołał widok
lady Arbell i zapatrzonej w nią Marian, żony Blagga.
Marian była zachwycona, że wielka dama wzięła ją pod
swojÄ… protekcjÄ™, bo nigdy wczeÅ›niej nie miaÅ‚a do czynie­
nia z kimś choć w połowie tak dystyngowanym. Arbell
w zamian byÅ‚a dla niej wyjÄ…tkowo Å‚askawa, co ostro kon­
trastowało z kpiącym tonem, jaki zawsze przybierała, gdy
zwracała się do Bess.
- Witam cię, pani - rzuciła radośnie. - Widzę, że już
134
zakończyłaś kąpiel. Jaka szkoda! Mogłybyśmy udawać, że
jesteśmy trzema Gracjami stającymi przed Parysem.
Ten popis znajomości klasycznej literatury bez wątpienia
miał wprawić w konsternację obie pozostałe kobiety. Bess
jednak już dawno temu postanowiÅ‚a, że nie pozwoli, by Ar­
bell traktowała ją z góry, zapytała więc, gdy Jess zaciągała
sznurówki jej sukni:
- A któż, według ciebie, pani, miałby pełnić rolę Parysa?
I skąd wzięłybyśmy złote jabłko?
- A, widzÄ™, żeÅ› czytaÅ‚a klasyków, lady Exford - mruknÄ™­
Å‚a ponuro Arbell. - Gdy zaÅ› chodzi o Parysa, to odpowied­
nim kandydatem mógłby być jedynie mąż drogiej Marian
lub twój małżonek. Ciekawe, której z nas każdy z nich po­
darowałby jabłko?
Mina Marian jasno wskazywała, że nigdy nie czytała
 Historii o Parysie Trojańskim i trzech boginiach". Wszelkie
wÄ…tpliwoÅ›ci w tej kwestii rozwiaÅ‚a, gdy, zebrawszy siÄ™ na od­
wagę, spytała:
- JeÅ›liÅ› tak Å‚askawa, wytÅ‚umacz mi, droga lady Arbell, cze­
mu mój mąż, czy też lord Exford, miałby udawać jakiegoś
tam Parysa, kimkolwiek on był, i rozdawać jabłka?
Zanim Arbell zdążyÅ‚a odpowiedzieć, z wyjaÅ›nieniem po­
spieszyła Bess:
- Parys, książę trojański, miał rozsądzić, która z trzech
greckich bogiÅ„, Atena, Hera czy Afrodyta, jest najpiÄ™kniej­
sza, a wybranej przyznać zÅ‚ote jabÅ‚ko. RozsÄ…dziÅ‚ on na ko­
rzyść Afrodyty, bogini miłości, i w zamian dostał piękną
Helenę. Dokonując jednak sądu, ściągnął na siebie zapiekłą
135
nienawiść dwóch pozostałych bogiń, które w akcie zemsty
doprowadziły do wybuchu wojny, upadku Troi i jego własnej
Å›mierci. - UÅ›miechnęła siÄ™ lekko. - StÄ…d i mojemu, i twoje­
mu mężowi poradziłabym w takiej sytuacji, by jabłko zaniósł
do najbliższego zÅ‚otnika i wymieniÅ‚ na dobry, angielski pie­
niÄ…dz. W ten sposób dla wszystkich caÅ‚a historia zakoÅ„czyÅ‚a­
by się pomyślnie, no i nie doszłoby do upadku Buxton!
Gdy Bess skoÅ„czyÅ‚a swojÄ… nonsensownÄ… historyjkÄ™, wy­
niosła dama posłała jej takie spojrzenie, że gdyby wzrok
mógł zabijać, padłaby trupem. Gra Arbell była aż nadto
przejrzysta - chciaÅ‚a zaspokoić swojÄ… próżność. MiaÅ‚a na­
dzieję, że zapatrzona w nią Marian powie, iż to jej należy się
jabÅ‚ko dla najpiÄ™kniejszej. Tymczasem mÅ‚oda pani Blagg za­
Å›miewaÅ‚a siÄ™ z powiastki Bess, wykpiwajÄ…cej górnolotne za­
pędy żony sir Henry'ego.
- Z pewnością nie chciałabym, żeby doszło do wydarzeń
tak strasznych - wykrzyknęła Marian. - Zgadzasz się ze
mnÄ…, lady Arbell? - dorzuciÅ‚a, zupeÅ‚nie nieÅ›wiadoma gnie­
wu swojej protektorki.
- Jakże mogłabym się nie zgodzić? Ach, widzę, że twój
mąż cię oczekuje, lady Exford. - Nie ulegało wątpliwości, że
już nie mogÅ‚a siÄ™ doczekać, kiedy Bess wreszcie sobie pój­
dzie, by pÅ‚awić siÄ™ w zachwycie Marian Blagg, która na mo­
ment przerzuciła swą atencję na Bess, a Arbell uważała ją za
swoją rywalkę. - Czy Drew podziwia twoje wykształcenie,
lady Exford? Nigdy nie sprawiał wrażenia, by w kobietach
pociągał go bystry umysł.
- Jestem pewna, że w kobietach bardziej pociąga go bystrość
136
niż ignorancja - rzuciła od niechcenia Bess. - Proszę, podaj mi
mój słomkowy kapelusz, Jess. Słońce dziś mocno przygrzewa.
- Masz minÄ™ kotki, która wÅ‚aÅ›nie siÄ™ dobraÅ‚a do Å›mietan­
ki - stwierdził Drew w zamyśleniu, gdy dołączyła do niego
zaróżowiona na skutek kÄ…pieli i zwyciÄ™skiej potyczki z aro­
ganckÄ… damÄ….
- Doprawdy? Pewnie dlatego, że cieszÄ… mnie ciepÅ‚e sÅ‚o­
neczne promienie, cieszy mnie twój widok, panie, a na do­
datek dużo radości dostarczyły mi moje towarzyszki, a już
szczególnie lady Arbell.
Drew uznał, że lepiej nie ciągnąć tego tematu, jednak
przez następne dni przednio się bawił, obserwując, jak
lady Arbell próbuje traktować z góry jego żonę, i jak Bess
wszystkie te wysiÅ‚ki obraca przeciwko swej rywalce dziÄ™­ [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl