[ Pobierz całość w formacie PDF ]
cieniutkiej porcelany. Nie spieszy się jednak z jej zaparzeniem.
Nastawia za to adapter i pokój wypełnia się kubańskim bolero.
Wyciągam z podręcznej torby puszkę rozpuszczalnej kawy i
stawiam na stole. Wyraznie ją sobie tym ujmuję. Wychodzi z nią
do kuchenki. My zaś patrzymy w telewizor, który warczy i rzęzi
na ostatnim chodzie, ale obraz jest jeszcze widoczny. Wyjmuję z
torby czekoladę i podaję Silvii. Otwierają i łamie na kawałki.
Za drzwiami sąsiedniego pokoju słychać odgłosy jakby walki,
zmagań, sapanie i porykiwanie. Kiedy amfitriona zauważa moje
zainteresowanie dla tego co się tam dzieje, podkręca gałkę
telewizora, a mimo
to ciągle słychać jakąś szamotaninę, jęczenie i stękanie, aż z tego
wszystkiego wyrywa się ku górze i rozlega po całym mieszkaniu
okrzyk radości i uniesienia: Jesus Maryja. Tamta dziewczyna za
drzwiami szczytuje. Podnieca mnie do tego stopnia, że
nieopatrznie kładę rękę na kolanie Silvii i zaczynam przesuwać ją
do góry. Amfitriona patrzy na mnie szeroko rozwartymi
zrenicami, aż Silvia także krzyczy: Przestań Bella, przestań
robić miny. Jego się nie bój". Wskazuje na mnie On przyszedł
tutaj ze mną. Nikt nas nie obserwował. Nie bój się. Mówię ci, nie
bój się.
Tamta dziewczyna za ścianą ciągle krzyczy. Jej krzyk rozkoszy
wwierca się w dyszącą jeszcze upałem dnia tropikalną noc. Bella
tłumaczy mi swój lęk: Od czasu, kiedy mąż Silvii zginął w
Angoli nie wolno jej utrzymywać z nikim żadnej więzi. Ona jest
patriotyczną wdową. Nie ma prawa rozporządzać swoim ciałem,
które należy do Adriana". Bella otwiera usta jak duża ryba, chcąc
jeszcze coś dodać, ale milknie. Przebrzmiewają także dzwięki
bolera, adapter piskliwie skowyczy. Dziewczyna za ścianą
znowu szczytuje.
Ma pan dobry gust mówi Bella. Wystarczy spojrzeć na
Silvię, aby przekonać się, że takiej drugiej nie znajdzie pan w
całej Hawanie. A już jej nogi! Może występować w Tropicanie.
Ale ją pan wystroił patrzy z podziwem na Silvię.
Nie wygłupiaj się Bella, nie musisz mówić takich rzeczy
protestuje Silvia.
Stara znowu spogląda na mnie niespokojnie i szepcze: Tamci
zaraz skończą.
Przypominam sobie, że mam jeszcze w torbie pomarańcze,
wysypuję je do koszyka znajdującego się na stole. Jedna złocista
kula toczy się i spada na podłogę. Bella patrzy na mnie
urzeczona.
Naranjas! Nie widziałam ich od czterdziestu lat.
Co ty mówisz Bella? wtrąca się Silvia.
To jest prawda, niech on wie wskazuje na mnie głową.
Od czterdziestu lat nie widzieliśmy pomarańczy, bananów ani
grejpfrutów. Od czasu kiedy przyszli ci z brodacze nigdzie już nic
nie ma.
Wpatruje się jak zahipnotyzowana w pomarańcze, ale żadnej z
nich nie dotyka.
On je przyniósł dla ciebie, przestań się skarżyć.
Czy to prawda co mówi Bella?
O czym myślisz?
O tym, że twój mąż zginął i ty nie możesz.
Nie wolno mi zadawać się z nikim, a już szczególnie z
cudzoziemcem. Nie wolno mi przyjmować od niego
podarunków. Nie wolno mi iść z nim do łóżka. Wystarczy ci?
A tamtym wolno? wskazuję na pokój, w którym
dziewczyna krzyczy ze szczęścia.
Oni są tutejsi, obydwoje. To nie jest zabronione. Nie wolno
tylko iść z innym, jeśli mąż wyjedzie na zafrę już ci to mówiłam.
Wtedy z nikim nie wolno. To jest zakazane przez Komitety
Blokowe.
Bella przynosi kawę i podaje cukier.
Dużo nie wsypuj szepcze do mnie Silvia.
Amfitriona zbliża się do drzwi pokoju, w którym tamta
dziewczyna krzyczała. Stuka dość mocno, chociaż dyskretnie.
Nie musimy już długo czekać. Tamci skończyli się kochać i teraz
zapewne się ubierają. Ciekawy jestem czy dziewczyna zasłoni
sobie twarz. Zwykle kobiety nie chcą, aby ktoś obcy patrzył na
nie wiedząc, że przed chwilą się kochały. Dziewczyna idzie
pierwsza i patrzy na mnie nie tylko z odsłoniętą twarzą, ale
wyzywająco. Kiedy wychodzą mówię do Silvii:
Tak na mnie spojrzała, jakby chciała mi coś powiedzieć.
Jej mąż jest na zairze.
Szpanuje, bo się boi.
Bella idzie uprzątnąć dla nas pokój. Zostaję sam z Silvią.
Telewizja zaczyna nadawać wiadomości meteorologiczne z
basenu Karaibów. Pieści opuszkami palców moją rękę. Powietrze
międli rachityczny wiatraczek. Bella woła nas, aby pokazać jak
nakrywa łóżko świeżym prześcieradłem, jak zmienia kopertę
długiego jaśka, otwartego z obydwu brzegów, którego tutaj
używa się zamiast poduszki. Robi to w skupieniu. Także bez słów
podchodzi do ściany i zasłania ręcznikiem twarz Marii Dziewicy
na obrazie. Figurkę świętego Antoniego nakrywa kawałkiem
zielonego jedwabiu. Pokazuje nam łazienkę. Objaśnia, że w
kranie nie ma wody, ale zostało trochę przygotowanej w kuble i
jest miska do mycia. Nie ma mydła, ale na talerzyku znajduje się
popiół, którego używa się w zamian. Wyciągam z torby dwa
kawałki pachnącego mydła. Przez
chwilę ogląda je, jakby skrępowana, wreszcie kładzie na
widocznym miejscu w łazience. Opuszcza nas szybko i
dyskretnie.
Silvia staje przed lustrem zmatowiałym od starości i podnosi do
góry ręce jakby chciała poprawić swoją afro. Jej włosy są twarde
i gęste, i nic nie da się z nimi zrobić. Obejmuję ją od tyłu.
Natychmiast się
[ Pobierz całość w formacie PDF ]