[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Gładziła turkusowe jedwabne spodnie.
Lizzie przekopała się przez cały wieszak spodni niczym Bazyl goniący za żukiem.
Wyciągnęła jedne i powiedziała:
-W tych ci będzie dobrze, nieznośny chudzielcu. Idz przymierzyć.
Wyglądała fantastycznie! Star jest szczupła, a do tego ma talię osy i
płaściuteńki brzuch.
- Rewelacja, Star! - pisnęła Lizzie.
- Dobierz jakąś górę - powiedziałam.
Wybrała top w tym samym mocnym odcieniu turkusu. Od razu poweselała! Ostatnio
wyglądała trochę bezbarwnie, ale w tych turkusach, roześmiana, była tak słodka,
że można by ją jeść łyżkami. Kupiła sobie też malutkie niebiesko-srebrne
kolczyki.
- Fuj! - krzyknęła Lizzie i pomachała sobie ręką przed nosem. - Czy w tym
sklepie musi tak śmierdzieć?
- To nie sklep - powiedziała Star. - To spoceni ludzie. Nieprzenikniony zaduch,
co?
71
- Nieprzeco? Star, ty to jesteś dziwna! - mruknęłam. Spadamy stąd. Już wiem!
Chodzmy do parku.
Do parku na lody
Ostatnio w ogóle nie chodzimy do parku.
Gdy byłam mała, w kółko tam biegałam. A potem musiałam kiedyś pójść tam z
siostrami. Raz. Sophie za szybko pchała karuzelę i Sara nie mogła wsiąść, a
potem Sara próbowała ściągnąć Sophie z huśtawki. A może odwrotnie? Bardzo długo
i bardzo głośno na siebie wrzeszczały, zaciskając pięści. Dookoła kręcili się
ponurzy ludzie. Nigdy więcej.
A przecież to tylko dwa przystanki autobusem.
Pobiegłyśmy do huśtawek z rękami odrzuconymi do tyłu, starając się wyglądać jak
concorde. Lizzie i Star nie piszczą tak jak moje siostry. Wszystkie trzy
zmieściłyśmy się na jednej huśtawce, Star siedziała, a Lizzie i ja stałyśmy jak
bociany, na jednej nodze, uczepione liny.
?,
- Oho! - powiedziała Lizzie - idzie dozorca Percy I co? Wyglądamy na
dwunastolatki?
Uśmiechnęłyśmy się i pomachałyśmy dozorcy, który zbliżał się do nas wielkimi
krokami. Nie drgnął mu nawet mięsień na twarzy, więc od razu wiedziałyśmy, że
lepiej z nim nie zaczynać. Zeszłyśmy więc z huśtawki i ruszyłyśmy na spacer.
- Hej! Patrzcie! - zawołała Lizzie.
Przed sceną stał rząd opuszczonych leżaków. A koło nich stary wózek.
- Idziemy, kobiety! - pisnęła Lizzie i rzuciła się do przodu.
Na jednym leżaku siedziała Babcia z Wózkiem. Miała szeroko rozstawione nogi,
jadła lody. Na sąsiednim leżaku też ktoś siedział. To był jej mały, biało-
brązowy piesek. Kędzierzawa sierść. Siwy pyszczek, zdecydowanie starszy od
Bazyla. Bez tylnych łap.
72
Zamerdał ogonem, który uderzył w płótno.
- Co za śliczny piesek. Jak ma na imię? - zainteresowała się Star.
- Trucht - odparła Babcia z Wózkiem.
Podsunęła psu lody, a on polizał je wytwornie, jakby jadał lody codziennie. Może
i jadał.
- Na koniec zostawiam mu czekoladowe - poinformowała Babcia z Wózkiem.
Zauważyłam, że nie miała dziś siatki na włosach. Jej fryzura była wyjątkowo
nieporządna. Spodziewałam się, że pod tą różową siateczką ma drobne loczki, a
ona była niezle rozczochrana. Dzika staruszka.
- Może przydałby mu się taki mały wózeczek z tyłu? - zapytała Star. -Wtedy
mógłby biegać, opierając się na przednich łapach.
- Próbowałam, ale on woli ten wózek - odpowiedziała Babcia z Wózkiem. -Jest mu
w nim cieplej.
- Przywozi go pani tutaj codziennie? - wtrąciłam się.
- Och, nie! Lubimy z Truchtem zmiany. Rutyna nas nudzi. Podobno z wiekiem
popada
się w rutynę, ale my jakoś nie. Chodzimy na rynek, po sklepach, wszędzie. Tutaj
zaglądamy tylko w soboty i niedziele. Ze względu na muzykę. Trucht uwielbia
muzykę. Najbardziej Verdiego i Pucciniego.
- Powinna się pani wybrać do kawiarni w centrum - powiedziałam. - Tam pracują
faceci, którzy w kółko śpiewają takie rzeczy.
- Pewnie nie wpuściliby psa do środka. Dla niego muszę rezygnować z wizyt w
wielu miejscach. Ale jest tego wart. Jest mały, lecz świetny z niego kompan.
Uśmiechnęła się do nas. Kiedyś musiała być całkiem ładna. Wiele dziesiątków lat
temu. Jej oczy były intensywnie niebieskie.
73
- Wiem, że wy, młodzi, macie mnie pewnie za wariatkę -J
powiedziała.
- Och, nie, nic takiego! - wykrzyknęłyśmy zbyt gorliwie.
Ona na to:
- Nie ma sprawy. Widzicie, jestem sama jak palec. Trucht to teraz całe moje
życie.
- Nie ma pani dzieci? - zapytałam i zaraz pomyślałam;  wścibska Emma".
- Nie - odparła Babcia z Wózkiem. - Miałam męża i byliśmy bardzo szczęśliwi.
Nigdy nie chcieliśmy mieć dzieci. -Skinęłam ze zrozumieniem głową, bo przed
oczami stanęły mi sprzeczające się Sophie i Sara. Babcia ciągnęła dalej: - Mój
mąż zmarł nagle. Wtedy poszłam do schroniska dla psów, a tam znalazłam Truchta.
- Ale szczęściarz - westchnęła Star.
Ona zawsze wie, co powiedzieć. Trucht zamerdał swoim grubym ogonkiem. Był
całkiem miły, ale osobiście wolę Bazyla.
Współudział
Nagle rozległa się nasza ulubiona, czarodziejska, fałszywa^ melodyjka.
-Ja chcę lody! - pisnęła Lizzie.
- Co? Po tym wszystkim, co pochłonęłyśmy u Przystał nych? - zdziwiłam się.
- Ale dziś jest wyjątkowy dzień - ona na to. - Jesteśmy razem w parku, jest
sobota, wieczorem pójdziemy do Em!
Miała absolutną rację! Wykonałyśmy krótki taniec, coś w rodzaju tańca szamanów
wokół ogniska, z lodami wzniesionymi ponad głowy. Miałyśmy powód do
świętowania.
-Wiecie co? Coś mi się zdaje, że w soboty nie ma koncertów orkiestry dętej -
zafrasowała się Star. - Babcia z Wózkiem
74
musiała się pomylić. Moim zdaniem, koncerty są w niedziele. Już wiem, zostawię [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl