[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Daj mi kawy.
Dostała kawę i nieco sennie szukała słów.
- Pojawiają się w nas silne, często nieprzyjemne uczucia. Skąd się
biorą? Kiedy potraktowałam to poważnie, doszłam do wniosku, że
mają one związek z moimi własnymi wyobrażeniami o sobie, które z
jakiejś przyczyny doznały uszczerbku. Dolej mi kawy.
Katarina napełniła jej filiżankę.
- Proszę, mów dalej.
- Na początku dotarłam do tej wspaniałej, miłej, zawsze uczynnej i
posłusznej Eriki. Poznałam ją bliżej i znienawidziłam. Ale
bez przerwy wystawiała swój paskudny ryj. Wtedy odkryłam, że w
tej wspaniałej istocie kryją się straszne uczucia. I tak wredne myśli, że
aż szkoda słów.
- Nie rozumiem, Erika. Jakie myśli?
Katarina ze zdumieniem zauważyła, że Erika zaczerwieniła się po
korzonki włosów.
- Dam ci przykład - zaczęła i umilkła, jakby zbierała się na odwagę. -
Ty i Elisabeth jesteście u mnie na obiedzie - podjęła. -Dołożyłam
ogromnych starań, przygotowałam trzy dania, a Elisabeth mówi
mimochodem, że jej smakowało i że mi dziękuje. Po czym wracacie do
tych waszych wprawek intelektualnych. Kiedy zmywam, zaglądasz do
kuchni i pytasz od niechcenia, czy mogłabyś pomóc. Kręcę głową i
odpowiadam, że za chwilę przyniosę kawę. Szoruję garnki i
zeskrobując nożem najgorsze zakamarki, nienawidzę, wykluwam ci
oczy, bezczelne, wyzywająco niebieskie oczy.
- Pamiętam, że mnie wyrzuciłaś z kuchni. Pomyślałam, że jeśli rola
męczennicy sprawia ci przyjemność, to nie będę ci jej odbierać.
- Może tak i było.
Erika roześmiała się. Do kuchni wszedł Olof.
- Wyczuwam niepokój w powietrzu - powiedział, otwierając karton
mleka.
- I słusznie - odparła Katarina. - Rozmawiamy o nieprzyjemnych
rzeczach. Czy kiedykolwiek myślałeś o tym, że ty mogłeś być
dzieckiem, a ja musiałam wydorośleć w wieku sześciu lat?
- Tak. Wiedziałem o tym od początku. Czasami wydawało mi się, że
właśnie dlatego... powinienem ci to jakoś zrekompensować.
Chłopcy szli do kuchni na śniadanie, więc Katarina syknęła
półgłosem:
- Idz do diabła... Nie trzeba mi żadnych rekompensat. Kiedy biegła
po schodach na piętro, usłyszała śmiech Eriki. Nienawidziła swojej
bratowej.
12
SEN ZWSZE BYA miłosierny dla Katariny. Spała jak dziecko, z
kołdrą na głowie. W pozycji embrionalnej, z ręką na brzuchu.
Gdzieś z oddalenia usłyszała, jak cicho uchylają się drzwi i dwa
głosiki szepcą:
- Zpi.
I już ich nie było.
Dzieci wydobyły ją z głębokiego snu i nagle pojawiły się obrazy,
przygnębiające, przerażająco wyrazne. Była dzieckiem, siedziała w
pociągu, wciśnięta w kąt przedziału. Naprzeciwko siedziała kobieta.
Zasłaniała twarz dużym czarnym szalem; była pokaleczona, z nosa
ciekła krew, policzki miała opuchnięte. W objęciach trzymała śpiącego
chłopczyka.
Dziewczynka chciała ją pocieszyć, chciała zawołać:  Kochana
mamusiu!".
Szybko się zorientowała, że nie może ani krzyczeć, ani mówić. Ale,
co dziwne, słyszała. Słyszała łoskot kół i brzęk szkła. Chciało jej się
pić, nie udało jej się jednak dosięgnąć karafki, a nie mogła poprosić o
wodę.
Dużo straszniejsze od dzwięków były różne postaci, które prze-
chodziły korytarzem jak duchy, przystawały, gapiły się. Niektóre
kręciły głowami z politowaniem, niektóre śmiały się głośno, niektóre
patrzyły pożądliwie. Wszystkie znała, to byli ludzie z wioski.
Potem pociąg zahamował, na peronie czekał dziadek i na jej widok
otworzył ramiona. Ale ona nie mogła się ruszyć, skamieniała. Mama z
Olofem wysiadła, a dziewczynka została. Pociąg ruszył na północ, w
ciemność, stuku-puk, stuku-puk...
Katarina otrząsnęła się, zrozumiała, że to jej serce tak biło.
Uświadomienie sobie tego pomogło jej odpędzić koszmar; siedziała
na łóżku w domu brata i usiłowała uspokoić serce. To był tylko sen, to
tylko sen.
Wiedziała jednak, że nie tylko, że przyśniło jej się wspomnienie.
Podróż wstydu, pomyślała.
Otarła pot z twarzy, napiła się wody ze szklanki stojącej na nocnej
szafce i rozpamiętywała tamto zdarzenie.
Wtedy też była jesień, szybko zapadały ciemności. Był piątek,
ostatni z wielu podobnych. On nie przychodził, twarz mamy rozjaśniła
się.
- Nie wróci - szepnęła. - Pojechał do niej.
Chwilę pózniej usłyszały szum opon na podjezdzie i pisk hamulców
przed bramą garażu.
- Katarina - powiedziała mama.
Katarina wiedziała, co ma robić. Wzięła dwulatka na ręce i tylnymi
drzwiami wymknęła się do Berglundów. Dzwoniąc do nich,
zauważyła, że ciężarówka stoi na ulicy. Czyli wujek Kalle jest w domu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl