[ Pobierz całość w formacie PDF ]
się uczuciami, to chyba nie w tym przypadku. Tego mogła być
pewna.
Ross po krótkiej rozmowie ze stajennym udał się z Klarą na
zaplecze stajen, do szatni. Przez okno mogli widzieć, jak chłopiec
wyprowadza osiodłane, gotowe do drogi konie.
- Zostawię cię samą - powiedział Ross i zawahał się na chwilę. -
Chyba żebyś potrzebowała pomocy. Trudno włożyć bryczesy i długie
buty z tą nogą...
Sama myśl, że mógłby pomagać jej przy ubieraniu, wprawiła Klarę
w popłoch.
- Dziękuję, jakoś dam sobie radę - powiedziała szybko.
Na szczęście noga nie była już spuchnięta i mogła włożyć spodnie
i długie buty bez trudności. Pasowały doskonale. Skąd tu tyle
damskich rzeczy, przebiegło jej przez myśl.
- Można? Jesteś gotowa? - Usłyszała jego głos i niemal
jednocześnie Ross wtargnął do przebieralni. Zapinała właśnie
bluzkę. Wzrok Rossa zatrzymał się na jej drobnych piersiach, ledwo
osłoniętych przezroczystym stanikiem. Klara spostrzegła, że się
zaczerwienił, a potem odwrócił głowę, jakby ten widok sprawił mu
przykrość.
- Przepraszam - mruknął.
Klara drżącymi rękami skończyła zapinanie bluzki.
- Teraz jestem gotowa - powiedziała, siląc się na spokój.
Mimo jego zapewnień, że absolutnie nie jest nią zainteresowany,
czuła się nieswojo. Może z powodu tego nieszczęsnego
podobieństwa do Joe. Zdawała sobie sprawę, że nie jest wobec niego
sprawiedliwa, że może go krzywdzi, ale to podobieństwo, może
pozorne i bez znaczenia, miało w sobie coś nieprzyjemnego.
Kojarzyło się z gwałtem, z przemocą. A jednak nie była w stanie
uwierzyć, że Ross Savage mógłby uderzyć kobietę, mimo że już kilka
razy widziała go w gniewie.
Może i nie bije kobiet, ale pewnie potrafi w inny sposób zrobić
41
RS
krzywdę.
Ross wybrał dla niej łagodną klacz imieniem Minou.
- Nie należy do stajni wyścigowej. Trzymam ją dla gości.
Dla kobiet, które go odwiedzają? Interesowało ją to bardziej, niż
chciała przyznać i ta ciekawość miała w sobie coś, co sama Klara
oceniała jako niewłaściwe i nie na miejscu.
Ross dosiadł konia imieniem Carpentier, tego samego, na którym
go widziała poprzedniego dnia. Dziś prezentowali się równie
wspaniale.
- Szkoda, że mi zniszczyłeś film. Miałam takie świetne zdjęcia.
- Możesz zrobić nowe, jeśli chcesz. - Usłyszała ze zdziwieniem. -
Teraz jestem pewien, że nie posłużą jako materiał do jakiegoś
kretyńskiego reportażu.
- Nareszcie mi uwierzyłeś! - krzyknęła radośnie Klara. - Tak
bardzo się cieszę!
- Ja również. Wcale bym nie chciał, żeby się okazało, że ktoś tak
śliczny jest tak fałszywy.
Gorąca fala uderzyła jej do głowy. Natychmiast przywołała
argument osłabiający wrażenie wywołane jego słowami: mężczyzna,
który miał w życiu tyle kobiet, na pewno umie prawić komplementy
bez pokrycia.
Minou była klaczą dobrze ułożoną i jazda nie sprawiała Klarze
trudności. Przedtem jednak...
Para silnych męskich ramion uniosła ją i usadowiła w siodle; Ross
pochylił się i zaczął, dopasowywać strzemiona. Patrząc z góry na
jego głowę, na ciemne włosy i silny kark, poczuła nagle nieprzepartą
ochotę, żeby ująć jego głowę w dłonie, przez chwilę głaskać ciemne
pukle, poczuć mięśnie karku...
%7łeby tego nie zrobić, ujęła wodze. Ross wyprostował się i dosiadł
Carpentiera.
- Dokąd jedziemy? - zapytała, gdy konie zaczęły iść stępa.
- Pojedziemy doliną w górę rzeki.
Dolina, gdzie leżała posiadłość Moulin Gris, była jedną z kilku
dolin przecinających okolicę.
42
RS
- Teren jest bardzo zróżnicowany. %7łyzne doliny i jałowe zbocza
gór. Na górskich drogach trzeba bardzo uważać, są wąskie i kręte;
widoki piękne, ale jazda jest niebezpieczna.
- Straszne odludzie...
- Dlatego tu mieszkam. Lubię samotność. Klara poczuła się
niezręcznie, na pewno mu przeszkadza. Zanim zdążyła coś
powiedzieć, Ross dodał:
- Mam w okolicy kilku starych, wypróbowanych przyjaciół,
którzy znają i szanują moje obyczaje.
- Jakie?
- Postawiłem sprawę jasno. Wiedzą, że cenię sobie samotność i
że odwiedzać mnie można tylko wtedy, kiedy o to poproszę. I
najważniejsze: nie wolno o mnie wspominać dziennikarzom. Ktoś,
kto coś takiego zrobi, zamyka sobie drzwi Moulin Gris na zawsze.
- Ja na pewno nie zawiodę twego zaufania - powiedziała z
zapałem Klara. - Musisz być bardzo znanym pisarzem.
Rzucił jej szybkie spojrzenie.
- Dlatego, że dziennikarze zatruwają mi życie?
- Nie, mam na myśli to wszystko, dom, konie, sporty, jakie
uprawiasz, widać, że jesteś człowiekiem, któremu powiodło się w
życiu.
- W pewnym sensie masz rację. Ale na ,,to wszystko", jak
mówisz, zarobiłem właśnie pisaniem. - Jego głos nie brzmiał
zupełnie szczerze.
- Ach, tak - powiedziała bez przekonania. - Teraz rozumiem.
- Nie, nie rozumiesz i obawiam się, że tak już zostanie.
Chyba nie zamierzał jej obrazić, ale Klara poczuła się urażona.
Przez chwilę panowała cisza. Nie może przecież rozmawiać ze mną o
swojej przeszłości jak z kimś, kogo zna od lat, pomyślała.
- Przepraszam - powiedziała ironicznie - ale kiedy się z tobą
rozmawia, trudno wyczuć, o czym wolno mówić, a co jest tabu.
Myślę, że byłoby lepiej, gdybyśmy ograniczyli się do
grzecznościowych zdań na temat pogody lub polityki i tak dalej.
- Nie daj Boże - uśmiechnął się przepraszająco. - Bardzo mi
43
RS
przykro, ale wolę żyć terazniejszością, cieszyć się każdym nowym
dniem, nie wracać do przeszłości. Może i ty powinnaś tak zrobić?
- Próbuję. Próbuję też skorzystać z lekcji, jakie odebrałam w
przeszłości.
Tak, jak mówił, droga wiodła w górę wzdłuż rzeki, tej samej, nad
którą leżała posiadłość Rossa.
Zsiedli z koni, przywiązali je i usiedli na zboczu, skąd był najlepszy
widok.
- Zliczna, ale niebezpieczna - powiedział Ross, nie patrząc na
rzekę.
Klara zadrżała. Myślał o niej? Ale dlaczego? Zdanie lepiej
pasowało do opisu jego własnej osoby. Tylko że ona powiedziałaby
raczej: przystojny, ale niebezpieczny".
Był wyższy i lepiej zbudowany niż Joe, był też lepiej wychowany.
Joe miał zdecydowanie szorstki sposób bycia. Na pewno istniały też
inne różnice. Ale to bez znaczenia. Przyjechała tu tylko na trzy
tygodnie. I nie zamierzą się zakochać.
Gdyby w jej życiu miał się pojawić jakiś mężczyzna, to musiałby
być niski, drobny i koniecznie jasnowłosy. Tak, jasnowłosy, to był
podstawowy warunek: pod żadnym względem nie mógł
przypominać Joe.
- Powiedziałaś, że starasz się wyciągnąć wnioski z lekcji, jaką
dostałaś - odezwał się Ross, jakby czytając w jej myślach. - Czego się
nauczyłaś?
- Być bardziej ostrożna. Lepiej poznawać ludzi. Joe znałam
bardzo krótko. Zresztą nie sądzę, że kiedykolwiek zdecyduję się na
małżeństwo. Nie wiem, czy w ogóle tego chcę.
Czuła na sobie jego uważne spojrzenie. ,
- A co z bardziej luznymi kontaktami? Jesteś zbyt młoda i ładna,
żeby żyć w celibacie.
Klara spojrzała na niego. Najwyrazniej pytasz poważnie. Treść
pytania zmieszała ją nieco.
- Luzne kontakty, jak to nazywasz, nie interesują mnie.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]