[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- To kłamstwo - stwierdził dobitnie Jack.
- Czyżby? - spytała Laura. - Wiedziałeś o mnie i o Matcie?
- Tak, ale...
- Nie słuchaj go, Lauro - powiedział Peterson, po czym zszedł na dół i
wziął jej dłonie w swoje ręce.
111
S
R
Na widok Petersona dotykającego Laury Jack poczuł przeszywający ból
w całym ciele.
- Kocham cię - wyznał Jack. Wypowiedział te słowa po raz pierwszy od
czasu, kiedy jako sześcioletni chłopiec błagał matkę, żeby go nie zostawiała. -
Może nie byłem z tobą szczery we wszystkim, ale przynajmniej to jest prawdą.
Kocham cię, Lauro.
- Obawiam się, że to za mało - skwitowała, uwalniając się z uścisku
Petersona. - A teraz, jeśli nie macie nic przeciwko, chciałabym wejść do domu.
- Lauro, pozwól mi wyjaśnić, proszę - błagał Jack.
- Trochę pózno na wyjaśnienia - odparła. - Rano dostaniesz moje
wypowiedzenie. Aha, jeśli nadal chcesz kupić moje udziały, Jack, są twoje.
- Podjęłaś właściwą decyzję, Lauro - stwierdził Peterson z triumfem w
głosie i ruszył za nią. - Wrócimy do Kalifornii i rozpoczniemy nowe życie.
Laura zatarasowała mu wejście.
- To ty wrócisz do Kalifornii, Matt. Między nami wszystko skończone.
- Nie mówisz tego na poważnie.
- Wręcz przeciwnie. Nie kocham cię. Chyba nigdy cię nie kochałam.
Miałeś rację, Jack. Tym razem to Matt przegrał. Ale ty też, bo to ciebie
kochałam, nigdy ci jednak nie wybaczę tego, co zrobiłeś.
- Daj spokój, Lauro. Meredith jutro wyjeżdża. Musisz z nami pójść -
marudziła Chloe, idąc za nią do samochodu.
Laura włożyła pudła do bagażnika.
- Mówiłam ci już, mam urwanie głowy. Muszę sprzątnąć rzeczy z
gabinetu i nie mam czasu na podziwianie iluminacji w parku. Idzcie beze mnie.
- Ale są święta - nie ustępowała Chloe. - Nie widziałam iluminacji, odkąd
umarł dziadek. A kto wie, może to moja ostatnia szansa, żeby je w ogóle
112
S
R
zobaczyć? Twoja także, jeśli się będziesz upierać przy wyjezdzie z Nowego
Orleanu.
Laura przyznała Chloe rację - przecież nie wiedziała, czy kiedykolwiek
tutaj wróci. Kiedy Contessa przejdzie w ręce Jacka, jaki będzie miała powód,
żeby przyjechać do Nowego Orleanu? Zrobiło jej się przykro na samą myśl. To
miasto zawsze było dla niej bezpieczną przystanią.
- Przestań marudzić i chodz - nalegała Meredith. - Tak wiele słyszałam o
tych iluminacjach i o karuzeli, że nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie je
zobaczę.
- Bardzo bym chciała, ale nie dam rady - Laura nie dawała za wygraną.
- Nie chcesz rzucić okiem na karuzelę ostatni raz? Pożegnać się z
Pegazem? - spytała Chloe.
- Pegazem? - powtórzyła Meredith.
- To jej ulubiony koń na karuzeli.
Laura poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Przypomniała sobie
wspólne wyjścia na karuzelę z dziadkiem i jak opowiedziała o tym wszystkim
Jackowi. O tym, z jaką czułością na nią patrzył i o ich pierwszym pocałunku.
Potem przypomniała sobie o datku na remont karuzeli. Wtedy myślała, że to z
miłości. Jednak okazało się, że była w błędzie. Chciał tylko szybciej zaciągnąć
ją do łóżka i w ten sposób zemścić się na Petersonie.
Biorąc jej milczenie za odmowę, Chloe postanowiła zmienić taktykę.
- To przez Jacka, prawda? To przez niego nie chcesz z nami iść?
- Częściowo - przyznała Laura.
- Rozumiem, że ty go kochasz, a on cię skrzywdził. Potrafię nawet
zrozumieć, że jesteś gotowa odsprzedać mu swoje udziały i wyjechać z miasta.
Ale nie umiem pojąć, dlaczego pozwalasz, żeby cię ograbił ze wszystkich
miłych wspomnień związanych z tym miejscem.
113
S
R
- To nie tak.
- A niby jak? Dobrze wiem, ile ta karuzela dla ciebie znaczy. Ale teraz z
nami nie pójdziesz, bo byłaś tam z Jackiem. Zdobył twoje serce i je złamał. Nie
pozwól mu odebrać sobie cennych wspomnień. Powiedz, że pójdziesz tam ze
mną i Meredith.
- Niech wam będzie - Laura się poddała.
- Nie będziesz tego żałować, Lauro. Po dzisiejszym wieczorze będziesz
miała nowe wspomnienia i to całkiem przyjemne.
Uwaga Meredith wydała jej się dziwna, jednak puściła ją mimo uszu.
- Nie będzie żadnych wspomnień, jeśli mnie nie wypuścicie, żebym się
mogła spakować. Spotkajmy się na miejscu około siódmej.
Chloe spoważniała.
- Myślałam, że pojedziemy razem prosto na otwarcie.
- O tej porze mogą być już tłumy - dodała Meredith.
Ma rację, pomyślała Laura.
- Najwcześniej wyrobię się na wpół do siódmej.
- Szósta! - nalegała Chloe.
- W porządku, niech będzie szósta - ustąpiła Laura.
- Podjedziemy po ciebie pod hotel - dodała Meredith. - Może być
problem z parkowaniem. Po co miałybyśmy jechać dwoma samochodami?
- W porządku. To do szóstej.
Zanim minęła szósta, Laura czuła się fizycznie i emocjonalnie
wyczerpana. Po spakowaniu wszystkiego do samochodu wróciła do biura po
raz ostatni. Wiedziała, że uprzątnięcie gabinetu nie przyjdzie jej łatwo, że
utrata Contessy bardzo ją zaboli. Miała przecież tyle marzeń i planów zwią-
zanych z hotelem. Jednak nie miała pojęcia, że strata Jacka, ich wspólnej
przyszłości, aż tak bardzo ją dotknie.
114
S
R
Przecież miało być inaczej, pomyślała i westchnęła. Rozejrzała się po
gabinecie, przejechała ręką po biurku i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Nie
zdziwiła się, widząc na dole czekającą limuzynę. Miała wrażenie, że w tym
mieście limuzyny są tak częstym widokiem jak taksówki.
Zdziwiła się jednak, kiedy Alphonse poinformował ją, że to dla niej.
Podeszła ostrożnie do błyszczącego samochodu, a kiedy kierowca otworzył
drzwi, ze zdziwieniem zauważyła w środku swoją siostrę i Meredith.
- Co się dzieje? - spytała.
- Dalej, wskakuj - odparła Chloe. - Wpuszczasz zimne powietrze.
Laura wgramoliła się do środka.
- Powiecie mi, o co chodzi z tą limuzyną? Trafiłyście szóstkę w totka czy
jak?
- Tak poważnie to świętujemy - odpowiedziała Chloe i nalała jej lampkę
szampana.
- A co dokładnie?
- Zdobyłam wczoraj kontrakt z Hawke Industries - wyjaśniła Meredith.
- To wspaniale, Meredith. Ale dlaczego wcześniej nie wspomniałaś o tym
ani słowem?
- Biorąc pod uwagę sytuację między tobą a Jack... panem Hawke'em, nie
wydawało mi się to odpowiednie. Ale Chloe nalegała, żebym ci powiedziała.
- Miała rację. Tak się cieszę - entuzjazmowała się Laura. - To, że nic nie
wyszło między mną i Jackiem, nie znaczy, że ty miałabyś przegapić taką
okazję.
- Był niesamowity, miał tyle pomysłów - wyznała Meredith.
- Wcale się nie dziwię. Ma głowę do interesów - odparła szczerze Laura.
Kiedy Meredith i Chloe wesoło sobie rozmawiały, Laura wpatrywała się
w milczeniu w krajobraz za oknem. Myślami jednak cały czas była przy Jacku.
115
S
R
Teraz, kiedy początkowy szok i ból ucichły, pragnęła wierzyć, że tak naprawdę
nie miał na myśli tego, co wykrzyczał Mattowi - że była tylko zabawką w jego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]