[ Pobierz całość w formacie PDF ]

panna Ashby.  Odwrócił się w stronę Joan, która popatrzyła na niego z
wyraznym zdumieniem, i wymownie kiwnął głową.
 Ależ tak, mademoiselle. Powiedziała mi pani, że spieszyła się pani na dół,
przekonana, iż gong zabrzmiał już po raz drugi.  Rozejrzał się szybko po pokoju. 
Czyż nie rozumiecie państwo, co to oznacza?  zawołał.  Nie rozumiecie.
Spójrzcie! Spójrzcie!  Ruszył gwałtownie w kierunku fotela, w którym siedziała
wcześniej ofiara.  Czy zauważyliście, w jakiej pozycji znalezliśmy ciało? Denat nie
siedział przodem do biurka& nie, siedział do niego bokiem, twarzą zwrócony w
stronę okna. Czyż jest to naturalna pozycja dla samobójcy? Jamais, jamais! Taki
człowiek pisze na kawałku papieru pożegnalne słowo  przepraszam & otwiera
szufladę, wyjmuje z niej rewolwer, przykłada go sobie do skroni i strzela. Tak
postępuje samobójca. A teraz przypuśćmy, że było to morderstwo! Ofiara siedzi
przy swym biurku, a morderca stoi obok niej& i coś mówi. Nie przestając mówić&
strzela. Jaka zatem jest droga kuli?  Zawahał się.  Przeszywa czaszkę, wylatuje
przez drzwi, o ile są one otwarte i& uderza w gong.
 Ach! Zaczynacie państwo rozumieć? To właśnie był pierwszy gong& usłyszała
go jedynie mademoiselle Ashby, gdyż jej pokój znajduje się bezpośrednio nad
gongiem. Co potem robi nasz morderca? Zatrzaskuje drzwi, zamyka je na klucz,
wsuwa klucz do kieszeni marynarki zmarłego, obraca ciało wraz z fotelem, odciska
ślady palców denata na rewolwerze, który następnie upuszcza obok niego, a w
końcu ostatnim spektakularnym gestem rozbija wiszące na ścianie lustro  krótko
mówiąc  pozoruje samobójstwo. Pózniej wychodzi przez oszklone drzwi i blokuje
je, potrząsając framugą. Morderca nie stąpa po trawie, gdyż musiałby pozostawić
tam wyrazne odciski stóp, lecz po grządce, gdzie można je zatrzeć. Następnie wraca
do domu, a kiedy dwanaście po ósmej znajduje się sam w salonie, strzela z innego
rewolweru przez okno i wybiegano holu. Czy tak właśnie pan to zrobił, panie
Keene?
Sekretarz, jak zahipnotyzowany, utkwił wzrok w zbliżającym się do niego
oskarżycielu. Potem ze zduszonym okrzykiem padł na podłogę.
 Sądzę, że uzyskałem odpowiedz  stwierdził Poirot.  Kapitanie Marshall, czy
byłby pan tak łaskaw zatelefonować na policję?  Pochylił się nad leżącym. 
Przypuszczam, że nie odzyska przytomności aż do ich przyjazdu.
 Geoffrey Keene  wyszeptała Diana.  Ale jaki był jego motyw?
 Jako sekretarz miał zapewne rozliczne możliwości& księgowość& czeki. Coś
wzbudziło podejrzenia pana Lytchama Roche a. Wezwał mnie.
 Dlaczego pana? Dlaczego nie zawiadomił policji?
 Sądzę, mademoiselle, że na to pytanie może pani sama odpowiedzieć. Pan
Lytcham Roche podejrzewał, że coś łączy panią z tym młodym mężczyzną. By
odwrócić uwagę od kapitana Marshalla, flirtowała pani otwarcie z panem
Keene em. Ależ tak, proszę nie zaprzeczać! Pan Keene dowiedział się o moim
przyjezdzie i postanowił działać szybko. Istota jego planu polegała na tym, by
stworzyć pozory, że zbrodnia została popełniona o ósmej dwanaście, na którą to
porę miał alibi. Był tylko jeden problem. Kula musiała leżeć w pobliżu gongu, a on
nie zdążył jej wcześniej stamtąd usunąć. Podniósł ją w chwili, kiedy wszyscy
podążaliśmy w kierunku gabinetu. Sądził, że w momencie tak wielkiego napięcia
nikt tego nie zauważy. Ale ja zauważam wszystko! Zapytałem go o to. Zastanawiał
się przez chwilę, a potem odegrał komedię! Twierdził, że przedmiotem, który
podniósł z podłogi, był jedwabny pączek róży. Odegrał rolę młodego zakochanego
mężczyzny, dbającego o honor damy swego serca. Och, to było bardzo sprytne i
gdyby pani nie zbierała tych michałków&
 Nie rozumiem, co one mają z tym wspólnego.
 Doprawdy? Proszę posłuchać& na grządce były tylko cztery ślady stóp, a
zbierając kwiaty musiała pani zostawić ich więcej. Zatem między pierwszym pani
wyjściem po kwiaty, a drugim po pączek róży, ktoś musiał je zatrzeć. Nie zrobił
tego ogrodnik, gdyż nie pracuje po godzinie siódmej. Więc musiał zrobić to
winowajca& morderca& morderstwo zostało popełnione, zanim rozległ się strzał.
 Ale dlaczego nikt nie usłyszał tego prawdziwego strzału?  spytał Harry.
 Tłumik. Policjanci na pewno znajdą w krzakach tłumik i rewolwer.
 Cóż za ryzyko!
 Dlaczego ryzyko? Wszyscy przebierali się na górze do kolacji. To był bardzo
dogodny moment. Jedyny problem stanowiła kula, ale i tę trudność udało mu się,
jak sądził, przezwyciężyć. Wrzucił ją pod lustro, kiedy obaj z panem Dalehouse
staliśmy przy oknie.
 Och!  Diana odwróciła się do Marshalla.  Pobierzmy się, John, i zabierz
mnie stąd.
 Droga Diano  powiedział Barling, odchrząkując  zgodnie z warunkami
testamentu mego przyjaciela&
 Nic mnie to nie obchodzi!  zawołała dziewczyna.  Możemy zarabiać,
malując obrazki na chodnikach.
 Nie ma takiej potrzeby  powiedział Harry.  Podzielimy się po połowie, Di.
Nie zamierzam brać wszystkiego tylko dlatego, że wuj był pomylony.
Nagle rozległ się krzyk. Pani Lytcham Roche zerwała się na równe nogi.
 Monsieur Poirot& lustro& on chyba rozbił je rozmyślnie.
 Owszem, madame.
 Och!  Spojrzała na niego.  Ale to przynosi nieszczęście.
 Owszem, i przyniosło poważne nieszczęście panu Keene owi  odparł
pogodnie Poirot. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl