[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Rozmowa toczyła się od jednego zwrotu grzecznościowego do następnego. Hornblower
wiedział, że taki jest zwyczaj w krajach Lewantu. Byłoby rzeczą sprzeczną z godnością i taktem
wyłuszczać swoją sprawę już w pierwszych zdaniach.
 Czy powinniśmy zaproponować mu kieliszek?  spytał Hornblower.
 Właściwie, sir, przy rozmowie o interesach proponuje się zwykle kawę.
 I nie uważa pan, że powinniśmy to zrobić?
 Chodzi o to, sir, że kawa& nie będzie tym, co on nazywa kawą.
 Nic na to nie poradzimy. Proszę wydać polecenie.
Rozmowa toczyła się dalej, wciąż nie dotykając żadnego tematu. Ciekawie było obserwować,
jak na tak inteligentnej i ruchliwej twarzy jak twarz mudira nie odbija się żaden ślad skrywanych
skrzętnie uczuć. Lecz kawa wywołała zmianę w jej wyrazie. Bystre oczy obrzuciły spojrzeniem
grube kubki, powyginany dzbanek cynowy do kawy, ale oblicze wciąż pozostawało nieruchome, gdy
mudir najpierw, certując się, odmówił uprzejmie poczęstunku, by potem przyjąć go z wdzięcznością;
dopiero po spróbowaniu kawy nastąpiła przemiana. Mudir nie potrafił w żaden sposób zapobiec
pojawieniu się zdziwienia na swojej twarzy, które zresztą opanował natychmiast. Wsypał tyle cukru
do kawy, że zrobił się z niej syrop i nie dotykał kubka, lecz podnosił go do warg na podstawce.
 Należałoby podać również drobne ciasteczka i słodycze, sir  zauważył Turner.  Ale
nie możemy przecież zaproponować mu rumu z melasą i suchara.
 I ja tak myślę  mruknął Hornblower.
Pociągnąwszy ostrożnie następny łyk kawy mudir wrócił do rozmowy.
 On mówi, że ma pan bardzo piękny okręt, sir  tłumaczył Turner.  Chyba zaraz już
powie, o co mu chodzi.
 Proszę mu podziękować i powiedzieć, że ma prześliczną wioskę, jeśli uważa pan to za
stosowne  rzekł Hornblower.
Mudir wyprostował się w swoim krześle  widać było, że nie przywykł siedzieć na krzesłach
 i popatrzył badawczo najpierw na twarz Hornblowera, a potem Turnera, po czym przemówił
ładnie modulowanym, opanowanym głosem.
 Pyta, czy  Atropos ma zamiar długo tu zostać, sir  powiedział Turner.
Hornblower oczekiwał takiego pytania.
 Proszę powiedzieć, że nie skompletowałem jeszcze zapasów  odparł.
Był przekonany, że wstępne operacje ratownicze, trałowanie w poszukiwaniu wraka,
oznaczanie jego pozycji bójkami i posyłanie nurków na dno pozostały nie zauważone, a w każdym
razie musiały być absolutnie niezrozumiałe dla patrzących z lądu. Nie odrywał oczu od twarzy
mudira, gdy ten słuchał tłumaczenia Turnera i wypowiadał słowa odpowiedzi.
 Mówi, że spodziewa się, iż odpłynie pan natychmiast po ich skompletowaniu  ciągnął
Turner.
 Proszę powiedzieć, że przypuszczalnie tak.
 On mówi, że to byłoby dobre miejsce do czekania na informacje o francuskich okrętach, sir.
Aodzie rybackie często przybywają z nowinami.
 Proszę powiedzieć, że mam swoje rozkazy.
W umyśle Hornblowera zaczęło rodzić się podejrzenie, że mudir wcale nie chce, żeby
 Atropos opuścił zatokę. Może chce go przetrzymać do czasu, aż zdoła przygotować zasadzkę, aż
można będzie obsadzić załogą działa w forcie, aż wróci wali z miejscowymi siłami wojskowymi.
Był to dobry sposób prowadzenia rozmowy dyplomatycznej. Mógł przez cały czas obserwować
mudira, a każde nieopatrzne stwierdzenie Turnera mogło zostać zdezawuowane jako zle
przetłumaczone czy z jakiejś innej przyczyny.
 Mówi, że stąd możemy mieć na oku kanał Rodos, sir  ciągnął Turner.  Tamtędy
najprędzej mogą przepływać jednostki francuskie. Wygląda na to, sir, że chce dostać swoje
dwadzieścia gwinei.
 Być może  zgodził się Hornblower, starając się tonem swoich słów dać Turnerowi do
zrozumienia, iż nie widzi potrzeby jego udziału w prowadzonej rozmowie.
 Niech pan powie, że moje rozkazy pozostawiają mi bardzo mało swobody.
Przy takim obrocie rozmowy stało się rzeczą oczywistą, iż najlepszą taktyką będzie
manifestowanie niechęci, która z wielkim trudem mogłaby zostać przezwyciężona. Hornblower miał
nadzieję, że Turner na tyle zna lingua franca, iż będzie mógł sprostać temu zadaniu.
Mudir odpowiedział z większym niż dotąd ożywieniem; wyglądało, że postanowił wreszcie
wyłożyć kawę na ławę.
 Chce, żebyśmy tu zostali, sir  tłumaczył Turner.  Jeśli to zrobimy, to ze wsi przyjdą
znacznie lepsze zapasy.
Nie była to, rzecz jasna, prawdziwa przyczyna jego prośby.
 Nie  odpowiedział Hornblower.  Jeśli nie dostaniemy zapasów, odpłyniemy bez nich.
Hornblower musiał uważać na wyraz swojej twarzy; musiał tak wypowiadać swoje słowa do
Turnera, jakby mówił je jak najbardziej serio  mudir nie dopuści, żeby cokolwiek umknęło jego
uwadze.
 Teraz zaczyna mówić otwarcie, sir  powiedział Turner.  Prosi, żebyśmy zostali.
 Niech powie, dlaczego chce, żebyśmy zostali.
Tym razem mudir mówił długo.
 No więc tak, sir  meldował Turner.  Teraz już wiemy. Tu się kręcą piraci.
 Panie Turner, proszę mi przetłumaczyć dokładnie, co on powiedział.
 Koło wybrzeża są piraci, sir  wyjaśnił Turner, przyjąwszy naganę.  Jakiś osobnik
imieniem Michael& Michael Pogromca Turków, sir. Słyszałem o nim. Dokonuje napadów na
tutejsze wybrzeża. Oczywiście Grek. Dwa dni temu był w Fettech. To tutaj, na wybrzeżu, sir.
 A mudir boi się, że następny napad będzie na jego wioskę?
 Tak, sir. Spytam go, żeby się upewnić, sir  dodał Turner, gdy Hornblower popatrzył na
niego.
Raz zacząwszy mudir stał się bardzo rozmowny. Turner musiał długo słuchać, zanim mógł
przystąpić do tłumaczenia.
 Michael pali domy, sir, i zabiera kobiety i bydło. Jest przysięgłym wrogiem mahometan.
Tam właśnie udał się wali ze swoim wojskiem, sir. Podążył przeciąć drogę Michaelowi, ale zle
wyczuł. Wyruszył do Adalii, a to jest tydzień marszu stąd, sir.
 Rozumiem.
Obecność  Atroposa w zatoce Marmaris zapobiegnie napaści pirata i mudir ze swoimi
ludzmi tak długo będzie bezpieczny, jak długo okręt tu zostanie. Cel wizyty mudira stał się jasny;
chciał nakłonić Hornblowera do zostania do czasu, aż ten Michael znajdzie się znowu w bezpiecznej
odległości. Było to naprawdę łaskawe zrządzenie losu; dostateczna rekompensata, pomyślał
Hornblower, za kaprys Opatrzności, który sprawił, że McCullum został ranny w pojedynku. Na
wojnie bywa podobnie jak przy grze w wista, gdzie po dostatecznie dużej liczbie rozgrywek gracz
stwierdza, że szczęście się wyrównało. Po pechu przychodzi powodzenie  Hornblowera
zaskoczyło potwierdzenie tej prawidłowości, chociaż był dostatecznie skłonny przyznać, że po złej
passie następuje dobra. Nie może jednak pod żadnym pozorem okazać zadowolenia.
 To szczęśliwy traf dla nas, sir  zauważył Turner.
 Proszę zatrzymać swoje uwagi dla siebie, panie Turner  rzucił kąśliwie Hornblower.
Ton Hornblowera i zakłopotany wyraz twarzy Turnera zaintrygowały mudira, który wciąż
obserwował ich uważnie. Czekał jednak cierpliwie, aż niewierni zrobią następne posunięcie.
 Nie  powiedział stanowczo Hornblower  proszę mu powiedzieć, że nie mogę tego
uczynić.
Widząc przeczący ruch głowy mudir zdradził lekką konsternację, jeszcze zanim Turner dokonał
tłumaczenia. Pociągnął za swoją białą brodę i przemówił, dobierając starannie słów.
 Ofiarowuje nam łapówkę, sir  rzekł Turner.  Pięć jagniąt albo kozląt za każdy dzień
naszego pobytu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl