[ Pobierz całość w formacie PDF ]

i Eryka przypomniała sobie, jak kiedyś dzięki niemu nie musiała spędzać
RS
72
nocy w biurze.
Odwróciła się od okna i powróciła do biurka.
Czuła, że jej stopy tęsknią za gorącym piaskiem Kalifornii. Gdyby teraz
była w domu, pewnie spędzałaby wieczory na biegach brzegiem morza.
Wyobraziła sobie, jak biega po plaży, a spod jej nóg pryskają drobiny
piachu.
Głęboka melancholia sprawiła, że podbródek jej zadrżał niebezpiecznie.
Robiła, co mogła, żeby się tu zaadaptować, ale Kalifornia była na zawsze i
pozostanie jej domem. I zawsze będzie się czuła obco tu na północy? Czuła,
że jej samotność i izolacja coraz bardziej pogłębiają się.
Podjęła się tej pracy z takim entuzjazmem. Centrum Danych miało niezłą
kartę na świecie. Teraz wydawało się, że wszystko zaczęło się sypać,
dosłownie w momencie, kiedy tu przybyła; brak rezerw, martwe bariery -
przewrócona karta. Przetarła zmęczone oczy.
Dlaczego niepowodzenia w pracy zawodowej tak ją męczą?
Przypomnienie weekendu spędzonego z Perem osłodziło nieco tę trudną
sytuację. Na ustach] Eryki zaigrał lekki uśmieszek, przez ciało przechodziły
podniecające gorące fale. Jej życie osobiste układało się świetnie, ale
intensywność jej odczuć trochę ją martwiła. Per nie opuszczał jej myśli
nigdy i nigdzie.
Spojrzała na stos papierów, jaki nagromadził się na jej biurku. Nie
skończy tego wszystkiego dzisiaj. A ile dałaby za maleńkie sam na sam z
Perem.
Spojrzała na wykaz dzwoniących komputerów. Był tu też Per. Prywatnie.
Co powinna zrobić? Ogarnął ją słodki niepokój. Chciała go spotkać, ale bała
się tej dziwnej niemocy.
Wykręciła jego numer telefonu. Od razu podniósł słuchawkę.
- Hej, to ja. Mówisz, jakbyś miał cały dzień do niczego.
Na dzwięk jego głosu zapomniała o wszystkich zmartwieniach.
- Tak, nie zaczął mi się zbyt dobrze. Skończyła mi się kawa.
- To może dobić. - Jej głos był pełen ciepła.
- Już myślałem, że mnie nie chcesz! Jak ta kawa! Złapałaś mnie w
ostatnim momencie, bo właśnie szykowałem się do wyjścia.
- Właśnie weszłam do biura. Mamy tu dzisiaj sądny dzień.
- Pewnie chciałabyś się potem trochę rozerwać - zauważył znacząco, ale
Eryka musiała odmówić.
RS
73
- Przede mną długa noc w biurze. Nie mogę się lurwać nawet na moment.
- Nie prosiłem cię o to, dajesz mi przez to czas na robienie normalnych
zakupów - mówił spokojnie, ale z wyraznym rozczarowaniem.
Cisza w słuchawce stała się bolesna. Eryka mogła mu powiedzieć, jak
bardzo chce go zobaczyć, ale nie zrobiła tego.
- Cóż, woła mnie robota - rzuciła świadomie. -Zadzwoń kiedyś w
tygodniu.
- Dobra. - Per zgodził się niechętnie. - Nie pracuj za ciężko.
Pożegnał się i Eryka powoli odłożyła słuchawkę.
Uznała, że stawiali między sobą mur i stosunki między nimi zdawały się
być chłodniejsze. Zajrzała do lodówki, żeby poszukać czegoś do jedzenia.
Czuła dotkliwy głód. Znalazła jakąś kanapkę, którą z pewnością się nie naje,
ale nic innego nie było.
"Gdzież one są, może wypadły na śnieg?" - Eryka sprawdzała wszystkie
kieszenie w poszukiwaniu kluczy. Dlaczego nie mogło być widno,
przynajmniej tak długo, jak długo ona robi zakupy? Cały tydzień do
niczego, a dzisiaj jeszcze te klucze.
W środę uznała, że należy umówić się z kolegami na obiad. Poszli, ale
nie uwolniło jej to od wspomnień o Perze. Miejsce było miłe, ludzie
inteligentni i rozmowa przednia - wyłącznie o komputerach. Czegóż jeszcze
mogła wymagać?
W końcu znalazła klucze. Odetchnęła z ulgą. Włożyła go w zamek i w tej
chwili zza drzwi dobiegło głuche szczeknięcie; drzwi powoli otworzyły się
same.
Cofnęła się przestraszona. Torba z zakupami niemal wypadła jej z rąk.
Per schwycił ją w ostatniej chwili.
- Mam ją.
- Zmiertelnie mnie przeraziłeś. Co tu robisz? Tęskniła za nim cały
tydzień, ale uważała, że nie będzie dzwonić. Czuła się w pewien sposób [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl