[ Pobierz całość w formacie PDF ]
siebie łachy i wykąpać się, a śniadanie zjeść zimne? Resztą się nie przejmuj. Znajdujemy się
w ślicznym apartamencie i to jest najważniejsze. No więc co z kąpielą?
Uśmiechnęła się niepewnie. Jej niebieskie oczy badały jego twarz, szukając w niej
otuchy.
- Nie martwisz się tym, co się z nami stanie? Nie sądzisz, że to pułapka? - Wskazała
na pokój.
- Jeśli pułapka, to już w nią wpadliśmy i nie pozostaje nam nic innego, jak
rozkoszować się serem. Tylko nie wiem, czy chcemy go jeść na ciepło, czy na zimno. -
Zcisnął jej ręce. - Naprawdę, Honey. Martwienie się pozostaw mnie. Przypomnij sobie, gdzie
byliśmy godzinę temu. Czy tu nie jest nam lepiej? A teraz musimy tylko postanowić, co
najpierw: kąpiel czy śniadanie?
- No cóż, jeśli... jeśli tak uważasz... - zaczęła z pewnym ociąganiem, w końcu jednak
powzięła decyzję: - Najpierw wolę się umyć. Ale musisz mi pomóc - dodała szybko,
wykonując głową ruch w stronę łazienki. - Nie mam pojęcia, jak się tym wszystkim
posługiwać.
- To bardzo proste - powiedział Bond, zachowując powagę. - Napuszczę ci wody do
wanny. A kiedy ty będziesz się kapać, ja zjem śniadanie, i jakoś przypilnuję, żeby twoje nie
wystygło.
Podszedł do jednej z szaf ściennych i odsunął drzwi. W środku wisiały kimona,
niektóre jedwabne, inne płócienne. Wyciągnął pierwsze z brzegu płócienne.
- Rozbierz się i włóż to kimono, a ja tymczasem przygotuję ci kąpiel. Pózniej sama
sobie wybierzesz, w czym chcesz spać, a co włożyć wieczorem.
- Dziękuję, James - powiedziała z wdzięcznością. - Jeśli tylko mi pokażesz...
Zaczęła rozpinać bluzkę. Miał ochotę wziąć ją w ramiona, całować. Jednakże
powiedział tylko: - W porządku, Honey - po czym wszedł do łazienki i odkręcił kurki.
W łazience znajdowały się wszystkie potrzebne przybory toaletowe. Płyn kąpielowy
Floris Limę dla panów oraz kostki kąpielowe firmy Guerlain dla pań. Bond zgniótł jedną
kostkę i wrzucił do wanny; natychmiast poczuł się jak w oranżerii pełnej orchidei. Mydło
Fleurs des Alpes , też było produkcji Guerlaina. W szafce za lustrem, nad umywalką,
czekały szczoteczki, pasta i specjalne sznureczki do czyszczenia zębów, a także wykałaczki,
aspiryna i żel aluminiowy. Dojrzał również elektryczną maszynkę do golenia, płyn po
goleniu, dwie nylonowe szczotki i dwa grzebienie. Wszystko było fabrycznie nowe.
Bond popatrzył w lustrze na swoje szare oczy i brudne, nie ogolone policzki.
Uśmiechnął się ponuro do spieczonej słońcem twarzy rozbitka. Tak, pigułkę powleczono
najsłodszym możliwie cukrem. Należało więc oczekiwać, że kiedy nadejdzie czas ją
przełknąć, okaże się naprawdę bardzo, bardzo gorzka.
Wrócił do wanny i sprawdził wodę. Była zbyt gorąca dla kogoś, kto prawdopodobnie
nigdy dotąd nie zażywał kąpieli. Dolał trochę zimnej. Gdy tak stał pochylony, poczuł czyjeś
ręce na szyi. Wyprostował się. Złociste ciało Honey lśniło pośród wyłożonych białymi
kaflami ścian. Pocałowała go w usta, mocno i niezdarnie. Objął ją i z całej siły przycisnął do
siebie; serce waliło mu jak młot.
- Dziwnie się czułam w tym chińskim stroju - szepnęła mu na ucho. - A poza tym,
powiedziałeś tej kobiecie, że jesteśmy małżeństwem.
Dłoń Bonda spoczywała na lewej piersi dziewczyny. Jej sutek był twardy z
podniecenia, a brzuch napierał na jego brzuch. Czemu nie? Czemu nie? Nie bądz durniem. To
absolutnie nieodpowiednia chwila. Jesteście oboje w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Musisz
mieć umysł zimny jak lód, jeśli chcesz się z tego jakoś wykaraskać. Pózniej! Pózniej! Bądz
silny!
Zdjął rękę z piersi Honey i zarzucił jej na szyję. Potarł twarzą o twarz dziewczyny, a
potem zbliżył usta do jej warg i długo i namiętnie je całował.
Następnie cofnął się na odległość wyciągniętej ręki. Przez pewien czas wpatrywali się
w siebie oczami błyszczącymi z pożądania. Honey oddychała szybko; pomiędzy jej
rozchylonymi ustami połyskiwały białe zęby.
- Honey, wskakuj do wanny, zanim dam ci klapsa - powiedział, próbując zapanować
nad drżącym głosem.
Uśmiechnęła się, bez słowa weszła do wanny i wyciągnęła się w niej. Podniosła wzrok
na Bonda. Jasne włoski na jej ciele lśniły prowokująco w wodzie niczym złote monety.
- Musisz mnie umyć - szepnęła prowokacyjnie. - Sama nie umiem. Pokażesz mi, jak to
się robi?
- Zamknij się, Honey! - zawołał zdesperowany. - Koniec flirtowania. Bierz mydło,
gąbkę i szoruj się. Cholera, to nie jest właściwy moment na uprawianie miłości! Idę jeść
śniadanie.
Chwycił klamkę i otworzył drzwi.
- James... - zawołała cicho.
Kiedy się obejrzał, pokazała mu język. Wyszczerzył do niej zęby i wyszedł, trzaskając
drzwiami.
Udał się do drugiego pokoju i przez chwilę stał pośrodku, czekając, aż serce przestanie
mu walić. Potarł dłońmi twarz i potrząsnął głową, żeby pozbyć się sprzed oczu obrazu Honey.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]