[ Pobierz całość w formacie PDF ]
o czym z nimi rozmawiać. A na spacer mogła pójść
sama.
Nie. Muszę jak najszybciej porozmawiać z Ger-
rym odpowiedziała stanowczo. Gerry kierował jej
restauracją i Molly dobrze go znała. Będziesz miała
Sama tylko dla siebie dodała.
Zbyt duża dawka Sama naraz może być szkod-
liwa Molly skrzywiła się komicznie.
Właśnie! Crys przekonała się o tym na własnej
skórze.
Jesteście gotowe? zapytał burkliwie Sam,
stając w drzwiach. Był świeżo ogolony pewnie ze
względu na Molly.
Dzień dobry powitała go Crys wyjątkowo
uprzejmie. Niech wie, że dobre wychowanie obowią-
zuje go nawet wobec niechcianych gości.
Dzień dobry odburknął.
Molly podniosła się z ociąganiem.
Idę włożyć kalosze.
Tylko się pospiesz.
Crys nie mogła się powstrzymać. Przyglądała się
im, poszukując w ich rysach śladów podobieństwa
świadczących, że wbrew temu, co mówił Sam, są bra-
tem i siostrą. Ale Molly miała jasną cerę, rude włosy
i orzechowe oczy, a on był ciemnowłosy i zielono-
oki. Zero podobieństwa. A jednak Crys pamiętała,
że kiedy pierwszy raz zobaczyła Sama ogolonego,
102 CAROLE MORTIMER
miała wrażenie, że go zna. Musieli więc mieć jakieś
wspólne cechy, których dzisiaj nie udało się jej wy-
patrzyć.
Potrząsnęła głową. Tego mogła dowiedzieć się
tylko od niego, ale on nigdy jej nie powie.
Dlaczego tak mi się przyglądasz? zapytał
nieuprzejmie.
Przepraszam. Zawstydzona uciekła wzro-
kiem.
Zapomniała się po wyjściu Molly i nie przestałana
niego patrzeć. Była zbyt zajęta swoimi myślami. A on
oczywiście nie zamierzał jej tego darować.
Nie idziesz z nami? zapytał, widząc, że nie
włożyła swoich turystycznych butów.
Nie. Zostanę, jeśli nie masz nic przeciw temu.
Nie zdziwiłaby się, gdyby nie chciał zostawić jej
samej w swoim domu.
Rób, na co masz ochotę powiedział obojętnie
i odwrócił się, żeby włożyć kurtkę.
Nie lubisz, kiedy po twoim domu kręcą się
obcy ludzie, prawda? odezwała się, obserwując
go uważnie.
Zastygł w bezruchu.
Co chcesz przez to powiedzieć? Spojrzał na
nią podejrzliwie.
Nic potrząsnęła głową. Pytam, bo nie wiem,
czy ci nie przeszkadza, że tu zostanę.
Przecież ci mówiłem, żebyś robiła, na co masz
ochotę. Zrobił krok w jej stronę. Dobrze spałaś?
Jesteś bardzo...
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 103
Blada dokończyła. Wiem. Molly już mi to
powiedziała.
Więc jak z tym spaniem? dopytywał się.
Dziękuję. W porządku. Tylko... Są chwile, kie-
dy człowiek woli pobyć we własnym towarzystwie.
Spróbuj to zaakceptować, dobrze?
Spróbuj tego nie zaakceptować, pomyślała ponu-
ro. Szczególnie po tym, co niedawno powiedziałeś
Molly.
To znaczy, że teraz taka chwila nadeszła uniósł
drwiąco brwi. Ztego, cosłyszałem od Molly, za dużo
czasu spędzasz we własnym towarzystwie.
Zaczerwieniła się.
Być może.
Nie miała zamiaru mu mówić, że przez cały rok
unikała towarzystwa. Oczywiście spotykała się zróż-
nymi ludzmi służbowo. Nie da się inaczej, jeśli
prowadzi się restaurację i występuje w telewizji.
Sam nie popuścił.
Nie uważasz, że dzisiaj mogłabyś sobie darować
tę chwilę? Molly może być przykro. Ostatecznie
przyjechała z Nowego Jorku, żeby się z tobą spotkać.
Z tobą też.
Owszem, ze mną też. Na pewno dobrze się
czujesz? Wszystko w porządku? Nagle zawahał się.
Crys zauważyła, że uważnie się jej przygląda. Dłu-
go jesteś na dole? zapytał jakby nigdy nic.
Nie.
Niedługo, ale dość długo, żeby usłyszeć to, co
powiedziałeś.
104 CAROLE MORTIMER
Podeszła do zlewu i zaczęła myć kubek. Nie
chciała patrzeć mu w oczy, żeby się nie wydało, że
kłamie. Nie miała wątpliwości, że Sam od razu by ją
przejrzał. O ile już jej nie przejrzał.
Sam podszedł do niej i odwrócił ją przodem
do siebie.
Mówi się, że ci, co podsłuchują, nigdy nie
usłyszą niczego dobrego na swój temat.
Naprawdę? Bo mnie uczono, że nie należy
mówić za plecami niczego, czego nie można powie-
dzieć człowiekowi prosto w oczy.
Mnie też tego uczono. Nie rozmawialiśmy o to-
bie, Crystal, tylko... Tylko o sytuacji.
Pierwszy raz w życiu ktoś nazywa mnie sytua-
cją parsknęła. Teraz ona mogła pozwolić sobie na
ironię.
Crystal...
Molly schodzi po schodach przerwała mu
stanowczym tonem.
Wydawało się, że Sam chętnie wysłałby Molly na
koniec świata. Opanował się jednak. Wziął głęboki
oddech i dopiero wtedy puścił ramię Crys.
Porozmawiamy pózniej.
Najpierw Molly chciała porozmawiać z nią ,,jut-
ro , teraz Sam przełożył rozmowę na ,,pózniej .
Rzecz w tym, że Crys nie była pewna, czy w ogóle
chce z nimi rozmawiać. Najchętniej wróciłaby zaraz
do Londynu i zapomniała o niefortunnej wizycie.
Oraz o Samie.
Nie musimy odpowiedziała Samowi i z uśmie-
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 105
chem odwróciła się do Molly, która właśnie wchodzi-
ła do kuchni. Przygotuję coś na lunch.
Cudownie! zawołałaMolly. Wiesz, żeuwiel-
biam twoje jedzenie. A Sam też już wie, że gotujesz
o niebo lepiej niż ja. Idziemy, Merlin. I nie czekając
na Sama, oboje wymaszerowali z kuchni.
Jedno było pewne Molly nie przejmowała się
wcale ponurymi nastrojami swojego brata.
Crys odwróciła się do Sama ze spokojem, o który
siebie nie podejrzewała i którego tak naprawdę nie
czuła. Nic nie powiedziała, tylko pytająco uniosła
brwi. Wytrzymał jej spojrzenie, odczekał kilka se-
kund i dopiero potem ruszył do wyjścia.
Tylko się nie przepracowuj rzucił przez ramię.
Spróbuję.
Uśmiechnął się pod nosem.
Chyba wolę, kiedy traktujesz mnie jak seryj-
nego mordercę.
Skąd ci przyszło do głowy, że zmieniłam zda-
nie? zawołała za nim.
Przystanął. Odwrócił się i wyszczerzył zęby
w szerokim uśmiechu.
Bo kiedy przypominam sobie wczorajszy wie-
czór, nie wydaje mi się możliwe, żebyś w ten sposób
całowała faceta, którego uważasz za seryjnego mor-
dercę powiedział i szybko zamknął za sobą drzwi.
Oczywiście. Musiał mieć ostatnie słowo. Crys
zdążyła to zauważyć.
Landrower ruszył z hałasem. Wystarczyło, że mi-
nął bramę, a ona już poczuła ulgę. Sama myśl o kil-
106 CAROLE MORTIMER
ku godzinach spokoju bez kąśliwych uwag Sama
działała kojąco. Przeszukała lodówkę i spiżarnię.
Widząc ser i brokuły, zdecydowała, że na lunch zrobi
quiche z nadzieniem z brokułów, sałatę i pieczone
ziemniaki w mundurkach.
Crys lubiła gotować, bo gotowanie pozwalało jej
[ Pobierz całość w formacie PDF ]