X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

równocześnie żylaste i muskularne.
- Kiedy mnie uderzył, trafił w plexus Solaris - rzekłem.
- Widziałem - odrzekł Karl Olofsson.
- Nie wierzę, żebyś zdążył coś zobaczyć.
Plexus Solaris to znany i wrażliwy splot nerwowy.
Często mówi się o nim w kołach bokserskich. W kołach bokserskich nazwę tę wymawia się za-
wsze z nieco błędnym akcentem.
27
Karl Olofsson nie słuchał. Dalej pakował plecak. Robiło się coraz jaśniej.
Nagle zatrzymał się, zwrócił do naszego więznia.
- No? - zapytał. - Jak będzie?
Głos jego był bardzo miękki i życzliwy.
- Ja zostaję - odrzekł młodzik, w dalszym ciągu żując grubą pajdę chleba.
- Mowy nie ma, do cholery - powiedziałem. - Idziesz z mami!
Patrzył na mnie całkiem otwartym, czujnym wzrokiem. %7łuł długo i dokładnie, zanim przełknął.
- Masz zamiar mnie nieść? - zadrwił w końcu.
Miał bardzo ciemne oczy i bardzo jasne białka oczu.
Wyciągnął rękę. Karl Olofsson nabrał wody z wiadra i podał mu czerpak.
Chłopak musiał być bardzo spragniony.
Napił się i postawił czerpak na stołku obok talerza z brązową fasolą i smażonym bekonem. Płaty
bekonu wyglądały bardzo nieapetycznie. Fasola zmieniła się w zaschniętą, pokrytą kożuchem i py-
łem kupkę czegoś, co bardziej przypominało ekskrementy niż jedzenie.
- Gdybym był zamożnym człowiekiem - odezwałem się do Karla Olofssona - to ciebie zatrud-
niłbym jako lokaja i szofera, tak gdzieś w granicach osiemnastego stopnia tabeli płac albo coś w
tym rodzaju.
Złapany młodzik uśmiechnął się do mnie, zaśmiał się niemal cicho, zanim jeszcze raz zwilżył
wodą jamę ustną i przełyk.
- Masz zamiar mnie nieść? Cholernie trudno - dodał zaraz - nieść kogoś, kto nie chce być niesi-
onym.
Karl Olofsson rozwiązał zrobiony z koca węzełek z licznymi klamotami młodzika. Powkładał
wszystko do plecaka, z którego je wyjęliśmy.
28
Karl Olofsson powziął już decyzję. Można to było wyraznie poznać po jego czynnościach i ruc-
hach. Milcząc pakował w dalszym ciągu oba plecaki, swój własny i schwytanego młodzika.
Rzucił mi cztery koce, jakie zastaliśmy w chacie. Zwinąłem je możliwie najciaśniej - były dosyć
zniszczone i wytarte - by zrolować je potem na moim plecaku, mniej więcej w taki sposób, w jaki
niemieccy żołnierze z pierwszej wojny światowej przywiązywali ciasno zrolowany koc na tornistr-
ze.
Niewyraznie zachował mi się w pamięci obraz żołnierzy francuskich: nosili oni koce zrolowane
bardziej podłużnie i przełożone przez ramię i pierś skośnie w dół w stronę przeciwległego biodra. A
może to byli Anglicy - nie zawsze można polegać na swojej pamięci.
Karl Olofsson to człowiek roztropny. Chodzi o to, by zastanowić się i wyliczyć sobie, obejść,
wyprzedzić, zaczaić się i czekać.
- Udało nam się - powiedziałem. - Ale pózniej? Teraz? - Rzucił mi ostre spojrzenie.
- Poczekaj chwilkę - powiedziałem - uspokój się!
- Nikt nie jest spokojniejszy ode mnie - odparł.
- Wyciągnij rękę - rzekłem.
Z pewnym wahaniem wyciągnął ku mnie lewą rękę. Był przecież mańkutem. Można było stwier-
dzić, że twarz miał otwartą, całkiem bez aktorstwa i udawania - wąskie oczy, pionowe zmarszczki
między brwiami, rozszerzone nozdrza, pytające, na wpół otwarte usta.
- Podnieś palec wskazujący - dyrygowałem. - Prosto do góry!
Zrobił to, o co go prosiłem. Mógł odmówić, lecz zrobił to, o co go prosiłem.
- Czego chcesz ode mnie? - zapytał.
- Bagatelka - odparłem. - Nie potrafisz utrzymać palca nieruchomo. Drży niczym oscylator.
- O czym ty gadasz, do jasnej cholery!
Naturalnie mogłem był uniknąć terminu  oscylator i wybrać inne, łatwiej zrozumiałe słowo. Ale
ty podniosłeś palec, kiedy cię o to poprosiłem!
29
- Patrząc na sprawy czysto praktycznie - ciągnąłem - czy nie mógłby jeden z nas zostać tu w cha-
cie, podczas gdy drugi poszedłby po pomoc?
- I czuwać jeszcze jedną dobę? - odparł Karl Olofsson.
Jak długo może czuwać bezsennie człowiek wyczerpany?
Pamiętam, że schwytany młodzik (jeśli to rzeczywiście był młodzik) uśmiechnął się szeroko. Był
o pół głowy wyższy zarówno ode mnie, jak i od Karla Olofssona. Był młody i ostatniej nocy spał co
najmniej sześć godzin.
- Ja mogę tu zostać - zaproponowałem. - Ty idz po pomoc, a ja zostanę i poczekam.
- Ty? - powiedział Karl Olofsson.
- Jeśli ty jesteś zanadto zmęczony! - odrzekłem. Ironia, która okazała się zupełnie zaprzepaszczo- [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl