[ Pobierz całość w formacie PDF ]
blondynką, myślę, że miałaś zielone oczy. Ale to byłaś ty. Szkła kontaktowe?
Popatrzył na nią zdejmując okulary i zakładając je ponad czołem na włosy. Zmrużył oczy
porażone południowym słońcem.
- To były szkła kontaktowe - przytaknęła. - Co teraz?
- Mówisz o tym, czy o moich wspomnieniach o tobie? -spytał spokojnie John.
- O obydwu tych rzeczach.
- Trzymajmy się na razie tego, o inne rzeczy pomartwimy się pózniej. Potrzebujemy
zaopatrzenia. Wygląda na to, że z jakiegoś powodu miasto zostało opuszczone. Możliwe że, gdy
się dobrze rozejrzymy, znajdziemy to, czego nam potrzeba. Nadal musimy wystrzegać się tych
dzieciaków.
- Nie mogę tego zrozumieć! - Paul nieomal krzyknął.
- Czego? - spytał Rourke.
- Zabiliśmy właśnie dziesięcioro porządnych dzieciaków, przynajmniej na takich
wyglądali. Co się dzieje?
- Czasem, gdy ludzie zdają sobie sprawę z tego, że umierają, reagują tak, jakby przestali
być sobą - zaczął Rourke. - Te dzieciaki były na tyle cwane, by zorientować się, co się z nimi dzieje
i zogniskowały całą energię, wszystkie myśli, na pilnowaniu tego miasta. Rodzaj wyrachowanej,
masowej histerii. Nie przejmowali się tym, że jest to zupełnie irracjonalne, niemożliwe, nawet jeśli
wiedzieli, że miałem rację mówiąc, iż nikt po nich nie przyjdzie. Możliwe, że gdy któreś z nich
spostrzegło co się stało, a inni rozpoznali u siebie podobne symptony, zawiązali coś w rodzaju
paktu. Małolaty lubią takie rzeczy - pakty, przysięgi krwi... Rubenstein zapatrzony w ziemię,
powiedział:
- Ta przeklęta radioaktywność! Tylko dlatego, że byli w złym miejscu o złym czasie.
Zamiast nich mogliśmy to być my.
- To ciągle możemy być my - rzekł doktor przyciszonym głosem ponownie zakładając
ciemne okulary. - Kiedy ostatni raz sprawdzałeś licznik Geigera?
- Czasem wydaje mi się, że byłoby lepiej, gdybyś nie mówił wszystkiego bez ogródek -
powiedziała Natalie chowając rewolwer do kabury.
ROZDZIAA XXVII
Rourke siedział przy małym piecyku Coleman, znad żółtego kociołka unosiła się para. W
lewej dłoni trzymał czerwone opakowanie Mountain House , w prawej - znalezioną łyżkę
stołową. Pogrzebał nią w konserwie, wypełnioną włożył do ust i oparł się plecami o tylny zderzak
pickupa.
- Uwielbiam ten ich beef strogonoff - zamruczał pod nosem.
- Ta papka nie wygląda zachęcająco, ale smakuje wybornie - rzekł Rubenstein.
- Co tam masz, Paul? - spytał John.
- Kurczak w ryżu - odrzekł tamten bełkotliwie z ustami pełnymi jedzenia.
- Następnym razem spróbuj tego, makaron też jest doskonały.
Natalie, nie przerywając, mieszała zawartość swojej puszki, spojrzała na Rourke'a poprzez
blask lampki Coleman, znajdującej się między ich trojgiem, i powiedziała:
- Hmm, znalezliśmy żywność, mnóstwo wody, benzynę i czterokołowego pickupa. Co
dalej?
John pochylił się i patrząc na pełną łyżkę oddaloną o cal od jego ust powiedział:
- Nie zapominaj, że znalezliśmy cygara dla mnie i papierosy dla ciebie.
- Ten facet miał dobry pomysł, by ukryć towar pod podłogą magazynu - podsumował
Rubenstein, wciąż z pełnymi ustami.
- Tak. Jaka szkoda, że najprawdopodobniej nie będzie miał szansy z tego skorzystać. -
Rourke westchnął i błyskawicznie pochłonął zawartość łyżki.
- Nie rozumiem tego miasta - powiedziała dziewczyna. -Dlaczego nie było tu bandytów?
- Cóż... - zaczął John.
- Dlaczego i gdzie przepadli wszyscy ludzie, którzy tu mieszkali? - mówiła dalej.
Popatrzył na nią, nabrał na łyżkę kolejną porcję i zaczął jeszcze raz:
- Otóż, jak to sobie wyobrażam, wszyscy po prosu się ewakuowali, nie wiem dokąd. Kiedy
pokazały się te dzieciaki i zaczęły strzelać do wszystkiego, co się rusza, przyszło mi do głowy, że
straż przednia bandy, jeśli pojawiła się tutaj, została wybita i nikt nie wrócił z raportem. Są dwa
rodzaje polowych dowódców. Ktokolwiek przewodzi tym bandytom prawdopodobnie nie jest
typem faceta, który wysyła na pewną śmierć oddział swych ludzi tylko po to, by zaspokoić osobiste
ambicje. Objechał miasto, może nabrał przekonania, że tutejsi są zbyt dobrze uzbrojeni. Oznacza
[ Pobierz całość w formacie PDF ]