[ Pobierz całość w formacie PDF ]
się o swoją duszę, dostał szansę i wrócił, żeby wszystko
naprawić.
Cóż. Najwyrazniej cuda się zdarzają.
Rozdział 25
Gwizdałem. Dobry Boże, ustrzeż
nas wszystkich przed takim losem.
Kiedy dorosły facet pogwizduje,
wiadomo, że coś jest na rzeczy.
A jednak nie mogłem się
powstrzymać& Nie mogłem
przestać okazywać wesołości. I po
raz pierwszy od lat, kiedy
spojrzałem w lustro, nie skrzywiłem
się z odrazą. Moja twarz
rozciągnęła się w uśmiechu.
Gabe H.
Gabe
Albo znowu zacząłeś pić, albo coś ci się stało. Za
plecami usłyszałem głos Wesa.
Wzdrygnąłem się i mało brakowało, a zaryłbym
twarzą w lustro. Minął tydzień od mojej kolacji z Saylor
i wszystko wydawało się& normalne. Pierwszy raz od
dawna spoglądałem na siebie z uśmiechem.
Nie umiesz pukać?
Nie. Stanął pod ścianą łazienki i uśmiechnął się
znacząco. Odkąd mój najlepszy kumpel pogrążył się
w szaleństwie. czuję się jak cholerna niańka. Nie
zmuszaj mnie do tego, żebym wynajął ci ochroniarza.
Przewróciłem oczami.
Ale przecież znasz się na tym jak nikt inny.
Zagwizdał i zaczął z uwagą przyglądać się swoim
paznokciom.
Wes& jęknąłem, patrząc na jego lustrzane
odbicie. Nie jestem naćpany i nie spałem z żadną
panną. Po prostu& czuję się lepiej.
Wypiął pierś i uśmiechnął się zadziornie.
Czy ma to coś wspólnego z pewną osobą, której
imię zaczyna się na literę S ?
Zobacz, która godzina. Pora na ciebie. Ja muszę się
ubrać. I nie, nie możesz oglądać mnie nago.
To boli, stary. Z tymi słowy uderzył się dłonią
w pierś. O, tu.
Graj uczciwie. Zmrużyłem oczy.
To taki przenikliwy ból. Skrzywił się.
Sukinsyn. Jesteś upierdliwy.
A więc? Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
A co? Już ci lepiej?
Oooch. Zgiął się wpół.
Odpowiedz brzmi: Tak . Zadowolony?
Uleczony. Wyprostował się. Dzięki, że zdobyłeś
się na szczerość po pięciu minutach moich błagań.
Trzech minutach.
Czterech.
Wes?
Taa?
Nie jestem gotów. Nie teraz. Nie mogę powiedzieć
ci wszystkiego, ale& mój ojciec& Czy on coś mówił?
Wes odetchnął ciężko i spoważniał.
Nie, ale szukał cię pod prawdziwym nazwiskiem.
Tym, które widnieje na twoim prawie jazdy.
Ogarnął mnie przejmujący chłód. Zadrżałem i ze
świstem wypuściłem powietrze.
Powinienem zacząć się martwić o nasze
bezpieczeństwo? zapytał.
Nie. Zacisnąłem zęby. Jest& zdesperowany, ale
sprawa przycichnie. Nie pierwszy raz przyjechał mnie
szukać i za każdym razem wraca do domu
z podkulonym ogonem. Jestem ostrożny. Nie pozwolę,
żeby mnie znalazł. Poza tym trudno by mu było mnie
rozpoznać.
Wes patrzył na mnie przez chwilę.
A ty rozpoznajesz sam siebie? spytał w końcu.
Nie roześmiałem się bez cienia wesołości. Nie
bardzo.
Tak myślałem.
Jestem z nią umówiony. Za chwilę.
Z dziewczyną, która twoim zdaniem jest brzydka
i którą traktowałeś jak gówno?
Taa.
Powodzenia rzucił z uśmieszkiem i skierował się
w stronę drzwi. Zaczynałem żałować, że pozwoliłem mu
wpadać do siebie bez zapowiedzi, zwłaszcza teraz, kiedy
był zamieszany w całą sprawę. Z drugiej strony martwił
się, i to przeze mnie.
Wes?
Hmm? Zatrzymał się w drzwiach.
Dzięki.
Za co? Wyglądał na skonfundowanego.
Za to, że zajrzałeś, żeby sprawdzić, czy u mnie
wszystko w porządku.
Wyraznie się odprężył.
Jasne, Gabe. Nie ma sprawy.
* * *
Jesteś na to gotowa? Strzeliłem palcami.
Saylor ziewnęła.
Tak, i wierz mi, nie skończy się to dla ciebie dobrze.
Dzięki, mamo.
Spiorunowała mnie wzrokiem.
Może mam rozszczepienie osobowości, ale ty za to
jesteś cholernie apodyktyczna.
Wiedziałam, że to się nie uda. Mówiąc to,
przygarbiła ramiona.
Przepraszam mruknąłem i położyłem dłonie na
klawiszach. Damy radę, obiecuję. Muzyka sprawia, że
robię się drażliwy.
Dlaczego? To było niewinne pytanie. Jesteś
niesamowity. Grasz na gitarze i pianinie, a do tego
śpiewasz. Jesteś fenomenalny. Ja ledwie potrafię coś
zanucić.
Ale& poklepałem ławeczkę, pokazując Saylor,
żeby usiadła obok mnie potrafisz grać. Po prostu nie
wiesz, jak oddychać.
Słucham? Zaczerpnęła tchu i wypuściła powietrze,
jakby chciała mi udowodnić, że dobrze wie, jak
utrzymać się przy życiu.
Zwietnie, przynajmniej zmieniłem temat.
Spójrz. Zacząłem grać, przekonany, że nikt mi nie
przeszkodzi, bo jedyny intruz był ze mną w pokoju,
a poza tym opuściłem rolety i zamknąłem drzwi na
klucz. Dobrze, że choć trochę mi ufała. Dzięki Bogu za
ryby.
Najpierw grałem powoli, moje palce sunęły po
klawiszach. Dzwięki brzmiały idealnie, ale brakowało
w nich mnie. Nie dbałem o to, co gram. Próbowałem
skupić się na czymś innym, na czymś do bólu nudnym.
Co było nie lada wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że
zaczynałem reagować na zapach miodu i ciepło,
którymi emanowała Saylor.
A teraz rzuciłem i zacząłem grać szybciej
zauważ różnicę.
Ta sama piosenka. Inny styl gry. Pozwalałem, by
każdy dzwięk spływał z mojego ciała wprost do palców,
jakby moja dusza i muzyka stanowiły jedność.
Kiedy skończyłem grać, otworzyłem oczy.
Saylor płakała.
Cholera. No tak, na to słowo dziewczyny od razu
przestają płakać. Genialne posunięcie. Wszystko
w porządku?
To było piękne. Pociągnęła nosem, jej niebieskie
oczy błyszczały z emocji. Nigdy dotąd nie słyszałam
czegoś podobnego. Przepraszam za te łzy. Otarła
policzki wierzchem dłoni. Pewnie masz mnie za
idiotkę. Już drugi raz się przy tobie rozklejam.
Wzruszyłem ramionami. Prawdę mówiąc, tylko raz
widziałem, jak płacze, i wtedy też nie popadła
w histerię& Dziwne, nawet w płaczu umiała zachować
powściągliwość.
Przynajmniej teraz zasłużyłem na twoje łzy.
Uśmiechnęła się.
Tak przyznała.
Dobrze. Wstałem, delikatnie objąłem ją w pasie
i przesunąłem na środek ławeczki. A teraz zagraj
jedną ze swoich piosenek, którąkolwiek, a ja pomogę ci
poczuć.
Poczuć co? To tylko muzyka.
Tylko muzyka? powtórzyłem. To jak
powiedzieć, że ty tylko oddychasz, a ja tylko żyję. To
nieprawda. Muzyka to opowieść. A ty jesteś autorką.
Położyłem jej ręce na klawiszach i przykryłem je
swoimi dłońmi. Każdy ruch twoich palców to kolejne
słowo, którym opisujesz swoją historię. Sama w sobie
jest bez znaczenia, ale& Poruszyłem palcami,
zmuszając ją, żeby zagrała kilka nut. Połącz je,
a otrzymasz melodię. I gotową opowieść. A zatem,
Saylor, jaką historię chcesz mi przekazać?
Jej ciało znieruchomiało. Ciepło, którym emanowała,
doprowadzało mnie do szaleństwa. Zaczęła drżeć, jakby
nasza bliskość była ponad jej siły. Ja sam musiałem się
hamować, żeby trzymać ręce przy sobie. Nie
pamiętałem, kiedy ostatnio byłem tak blisko drugiej
osoby. Jasna cholera, naprawdę chciałem żyć.
Czułem, że przekraczamy jakąś niewidzialną granicę,
ale zależało mi na tym, żeby jej pomóc. Zupełnie
jakbym dzięki temu mógł odkupić swoje grzechy.
Muzyka rozbudzała we mnie życie.
A ci, którzy tworzyli piękną muzykę? Sami w sobie
działali niczym narkotyk.
Chcę poznać twoją historię. Powiedziała to tak
cicho, że prawie jej nie usłyszałem. Zwykle nie
używasz słów, żeby cokolwiek wyjaśnić. Czasami
wydaje mi się, że nigdy ich nie używałeś i że nigdy tego
nie zrobisz. Wyraz się przez muzykę. Opowiedz mi
swoją historię, Gabe.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]