[ Pobierz całość w formacie PDF ]
resztce gazu i zjeść. Ale jakoś mu się nie chce. Pogryza słone paluszki zapatrzony w ścianę gasnącej
zieleni, spoza której wyłania się brzeg morza i palmy.
- Mamo! - szepcze i łzy jak groch spływają mu po
189
7
7°
A>
-JW
* XV ?- > 43.
- ° 3
~ / 7
___ «^ ?:
51 w ^
£ SrcS
" ^ 3 =3
VJ &9 "8 94
& -> 3- g
3 ?W" 6
/"
Iffll
S.
4
policzkach. Nie stara się nad nimi zapanować. Jest sam. Nikt go nie widzi. - Dlaczego mi to zrobiliście?
Cienkie gałązki czerwonego berberysu drżą. Coś czai się w południowym cieniu. Szary pyszczek,
miękkie łapy i długi ogon. Prawda! Maciek. Trzeba go złapać i wtłoczyć do chlebaka, tak żeby mu łeb
wystawał. Inaczej mógłby zwiać w czasie jazdy autobusem".
Maciek podchodzi bliżej. Ociera się o nogi chłopca. Ogon śmiesznie zadarty w górę zdaje się oznaczać
pełnię szczęścia.
- Chodz! SpakujÄ™ i ciebie.
Kot nie protestuje. Może sądzi, że to forma pieszczoty, na którą zgadza się rzadko. I tylko wtedy, gdy
sam ma na nią ochotę. Paweł niesie go pod pachą do altanki. W chlebaku zostawił specjalne miejsce
wymoszczone swetrami. ZwierzÄ™ jeszcze nie wie, co je czeka. Aagodnie mruczy patrzÄ…c niebieskimi
oczami.
- WÅ‚az!
Maciek rzuca się do kąta. Z podniesionym w górę ogonem i zjeżoną sierścią podobny jest do rzezby
swego egipskiego przodka. Oczy zmieniły barwę: rzucają żółte błyski.
Paweł zasmucony siada na stołeczku. Patrzą sobie głęboko w oczy: chłopiec i kot.
,,Zdaje się, że nie był to najlepszy z moich pomysłów! -wzdycha Paweł w duchu. - yle się będzie czuł w
kamiennej pustyni, zamknięty w czterech ścianach mieszkania. To nie jest kot kanapowy, to wolny
obywatel zielonego świata! Zwierzę przyzwyczajone do swobody".
- A zimą? - mruczy Paweł do Maćka, który ostrożnie przycupnął w najdalszym kącie. - Co zrobisz
zimą, kiedy zamarzną ryby i żaby?
190
Maciek nie wydaje się zbyt przejęty tą żałosną perspektywą. Instynkt podpowie mu, co zrobić.
Zamieszka w jakiejś piwnicy, może litościwa ludzka ręka wystawi miseczkę mleka, rzuci kęs.
Paweł podnosi się. Kot także. %7łółte oczy mówią wyraznie: Jeśli jeszcze raz spróbujesz mnie
wepchnąć do tego worka, użyję broni ukrytej w puszystym futerku: ostrych pazurów. Tu jest mój
świat. I tu zostanę!"
Chłopiec rozkłada ręce.
- W porządku, stary. Odchodzę sam. Ale wyłaz z kąta, bo
muszę zamknąć altanę.
Kot wychodzi posłusznie, jakby rozumiał każde słowo.
- I pamiętaj, nie ssij ogona!
Oczy Maćka są błękitne jak niezapominajki. %7łegnają się na skraju trawnika. Na tle przekwitającego
krzaka róży. Paweł odwraca się raz jeszcze.
- Bądz zdrów!
Ale zwierzę zniknęło. Tylko lekkie poruszenia długich suchych traw zdradzają kierunek i cel: na niskiej
gałęzi
ćwierka wróbel.
Chłopiec przerzuca chlebak przez ramię. Idzie ścieżką wolno, rozgniatając z suchym szelestem drobiny
żwiru. Zamknął się pewien odcinek życia. Jak każdemu człowiekowi. Trzeba pójść dalej, na spotkanie
nieznanego. I zachować to, co najważniejsze: nadzieję na lepszy los.
XI*»»0
Zam. 7 Skład Podpi Odda Ark. - Wyda Instyl PRI
nr 1130/87 otowalnia i C wykonań sano do dr no do prod *yd. 8,2. A nie
pierwsz ut Wydawni NTED
c 2 2 a
ci- * r o
ru k * N J2. CL ?3 Z
1 N . akł. Gr 'e wrześ w styczi uk.12,0 kład 50 ,N'asza POL
Å‚ady Gra af. RSW niu 1987 niu 1986 0£ + 000 KsiÄ™garÅ„
AND
ficzni 'y 1 1 o EśJ
2 'Z5 "
; w Gdar emplarzy
03 %7Å‚
[ Pobierz całość w formacie PDF ]