[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się w chwili upojenia nieodpornemu⁸⁴ przymusowi miłości? Nawet prawa nasze, tak
bezduszne i pedantyczne, dają się wzruszyć i nie ośmielają się karać.
— To rzecz zgoła inna! — odparł Albert. — Człowiek, ulegający swym namięt-
nościom, traci całą siłę rozumowania i uważany jest za pijanego, za szalonego.
— Ach, wy, ludzie mądrzy! — zawołałem ze śmiechem. — Namiętność! Pi-
jaństwo! Szał! Z jakąże obojętnością i spokojem wygłaszacie te słowa? Przyganiacie
pijakowi, czujecie wstręt do szaleńca, mijacie obu, jak kapłan z przypowieści⁸⁵ i jak
⁸¹Werter przerywa tu opowiadanie rozmowy z Albertem i zwraca się wprost do Wilhelma.
⁸²W ten sposób właśnie Werter pozbawił się potem życia.
⁸³ t r i pier amie — zwrot z Ewangelii (J 8:7 przypowieść o jawnogrzesznicy).
⁸⁴nieodpornem — nieodpartemu.
⁸⁵ apłan pr po ie i — z przypowieści o litościwym Samarytaninie (Łk 10:31).
o ann olf an on oet e Cierpienia młodego Wertera
27
Samobójstwo
Powstanie
Samobójstwo
faryzeusz dziękujecie Bogu, że nie uczynił was takimi, jak oni⁸⁶. Ja byłem nieraz
pijany, a namiętności moje unosiły mnie zawsze na samo pogranicze szału, ale nie
żałuję tego wcale, bowiem na samym sobie nauczyłem się rozumieć, dlaczego okrzy-
kiwano zawsze szaleńcami i pijakami ludzi niezwykłych, którzy dokonywali czegoś
ogromnego, czegoś niepojętego.
— Ale nawet w codziennym życiu, ze wstrętem słuchać musimy, jak o człowieku,
spełniającym jakikolwiek śmiały, szlachetny, nieoczekiwany czyn, gawiedź powiada:
to pijanica, to szaleniec! O, hańba wam ludzie trzeźwi! Wstydźcie się mędrcy!
— Znowu napadły cię zwykłe urojenia i fantazje, — odrzekł Albert — i przesa-
dzasz jak zazwyczaj. Ale w tym co najmniej mylisz się najzupełniej, że samobójstwo,
o którym mowa, przyrównywasz do czynów wielkich, a tymczasem jest ono jedynie
dowodem słabości. O wiele łatwiej umrzeć, niż znosić mężnie i wytrwale życie pełne
męczarni.
Chciałem przerwać rozmowę, gdyż nic mnie tak nie wytrąca z równowagi, jak
komunał, wytoczony jako argument w chwili, kiedy mówię z głębi duszy. Ale, po-
nieważ słyszałem to już nieraz i często się złościłem, przeto zapanowałem nad sobą
i odparłem żywo: — Zwiesz to słabością? Nie daj się, proszę cię, łudzić pozorom.
Czyż nazwiesz słabym lud, który cierpiąc i jęcząc długo pod jarzmem tyrana, zerwie
się nagle do buntu i strzaska okowy? Czyż powiesz to samo o człowieku, który pod
grozą pożaru, ogarniającego jego dom, w wielkim napięciu sił przenosi ciężary, któ-
rych by ruszyć niemal nie był w stanie w zwykłym, spokojnym czasie? Albo, czyż
takim nazwiesz oszalałego wściekłością po doznanej obrazie, który rzuca się na sze-
ściu przeciwników i pokonywa ich? A powiedzże mi teraz mój drogi, jeśli wysiłek
oznacza siłę, to czyżby przesada miała oznaczać słabość?
Albert popatrzył na mnie i odrzekł: — Nie gniewaj się, ale przytoczone przez
ciebie przykłady są zgoła nie na miejscu! — To bardzo możliwe, — powiedziałem —
zwracano mi już uwagę, że moje rozumowanie graniczy często z czczym gadulstwem.
Przeto zastanówmy się nad rzeczą w inny ją ujmując sposób i pomyślmy, co odczuwać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl