[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Tak. Chciałam jakoś pomóc Andrejowi. Wydawało mi się to bardzo niesprawiedliwe, że
wszyscy tak zle go traktują. A on zawsze był wobec mnie miły i rycerski. Domyśliłam się,
że masz z nim jakiś kontakt i...
- Czy wiedzieliście, że ja żyję? - spytał Andrej.
- Tak, oczywiście! Stefan wyczuł pismo nosem, kiedy zobaczyliśmy dziewczynę biegnącą
przez park. Odkopaliśmy trumnę i znalezliśmy w niej kloce drewna. Muszę przyznać, że
byli wściekli!
- I wtedy napadliście na mnie przy wejściu do domu wdowy? - spytała Marie - Louise.
- Nie, nic mi o tym nie wiadomo. Ja wróciłam do domu i położyłam się spać.
- Powiedziałaś  oni , ciociu Wando. Kogo miałaś na myśli?
Wzruszyła ramionami.
- Matej myśli tylko o pieniądzach i oczywiście byłoby wspaniale mieć co trwonić, bo
jesteśmy biedni. Na początku zgodziłam się, żeby podzielić część spadku Jana, ale kiedy
115
jeden po drugim zaczęliście umierać, wydało mi się to okropne. Więc kiedy Stefan
poprosił mnie, bym włożyła krucyfiks do kieszeni Marie - Louise...
- Chwileczkę - przerwał jej Andrej. - Czy to Stefan cię o to prosił?
- Tak, mówił, że chce uchronić Marie - Louise przed wampirem.
- A więc to on powiesił wianuszki czosnku w oknach domu wdowy?
- Tak. Z tego samego powodu. Wtedy myślałam, że jest dla ciebie naprawdę miły.
Uważałam jednak, że to głupie wierzyć, jakoby Andrej był wampirem!
- Hm - mruknął Andrej.
Marie - Louise próbowała rozwikłać dalszy ciąg zagadki.
- A potem włożyła pani do mojej kieszeni także kasetę Jana?
- Tak. Chciałam, aby Andrej ją dostał. Jan był jego bratem.
- Czy Jan został zamordowany? - spytał Andrej.
- Nie, nigdy by mi to nie przyszło do głowy!
- Czy to Stefan zaproponował podział przypadającej Janowi części spadku?
Wzrok hrabiny wyrażał zdumienie.
- Tak, nie wymyślił tego w każdym razie mój mąż. Joseph także nie, gdyż on wykonuje
tylko polecenia Mateja. Nigdy jednak nie wierzyłam, że Stefan mógłby wpaść na tyle
pomysłów. Nie był na tyle bystry i w dodatku pił. No, ale teraz nie musimy się już bać, bo
on nie żyje - zapiszczała uradowana.
- Zaraz, zaraz - rzucił ostro Andrej. - Stefan nie mógł się przecież sam otruć. Jeżeli
pernod jest zatruty, a myślę, że tak, to musiał to zrobić ktoś inny. Już potem, kiedy
otworzyłaś butelkę i trochę z niej upiłaś.
- Ale kto chciałby mnie zamordować? - zawołała nagle śmiertelnie przerażona.
- Tego nie wiemy. Ktoś musiał jednak dojść do wniosku, że nie można na tobie polegać.
Jesteś zbyt szczera i nie robisz tajemnicy z tego, że mnie lubisz. Dziękuję ci za to.
- Najdroższy Andreju - westchnęła rozczulona.
- Zastanawiam się, dlaczego hrabia mnie zatrudnił? - odezwała się Marie - Louise.
116
- Słyszałam, jak mówili, że może w ten sposób się dowiedzą, gdzie jest Andrej. Pózniej
żałowali tej decyzji. Ale co teraz zrobimy? Muszę przyznać, że się boję, Andrej.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, ciociu Wando, to zostaniemy z tobą do rana.
Wtedy wezwiemy policję.
- Och, biedny Matej! Co prawda on teraz zrobił się taki dziwny... Tak, Andrej, chciałabym,
żebyście tu zostali. Gdybyśmy jeszcze mogli wezwać doktora Monier! Mógłby mi
przepisać jakieś lekarstwo na moje niespokojne serce i zająć się nami wszystkimi. Nie
wiem jednak, gdzie on mieszka.
Andrej spojrzał na Marie - Louise.
- Nie chciałbym, żeby tu przychodził. Zbytnio interesuje się Malou.
- Bez wzajemności - mruknęła dziewczyna zakłopotana. - Sądzę jednak, że jest miły, a
jego leczenie jest skuteczne.
O, tak - westchnęła hrabina. - Jak dobrze, że tu zostaniecie na noc. Tak się
zdenerwowałam. Co będziemy robić? Może zagramy w karty? Matej nigdy nie chce ze
mną grać.
Zagrali więc w karty. Marie - Louise była jednak bardzo zmęczona i zasnęła. Andrej
przeniósł ją na sofę, a sam grał dalej z hrabiną aż do świtu.
Nadszedł dzień, w którym zamierzano otworzyć skarbiec.
117
ROZDZIAA XII
Wszyscy spotkali się przy śniadaniu. Joseph, z podkrążonymi oczami po nocnym
czuwaniu przy zwłokach, narzekał, że posiłek podano za pózno. Andrej nalegał, żeby
Marie - Louise usiadła przy stole, co wszyscy, poza hrabiną, przyjęli z niechęcią. Hrabia
był zły i zdenerwowany. Svetla natomiast wyglądała ujmująco w swoich białych
koronkach, innych tego dnia i równie niewinnych.
Ktoś zadzwonił do drzwi i Joseph poszedł otworzyć.
- Doktor Charles Monier - oznajmił. Hrabia poczerwieniał na twarzy.
- Co takiego? Co pana tu sprowadza o tej porze? Monier spojrzał na niego zdziwiony,
lecz nie zdążył nic odpowiedzieć, gdyż hrabina już spieszyła mu na spotkanie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl