[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zgodziła się z radością i pojechali do małej knajpki, gdzie podawano najlepsze
barbecue w całym hrabstwie. Zjedli również mnóstwo pysznych kruchych żeberek i
w drodze powrotnej oskarżali się nawzajem o obżarstwo. Wracając wypożyczyli
kasetę i przytuleni na kanapie w salonie obejrzeli film. Kiedy Bret poszedł wreszcie
do siebie, Ginny była zbyt zmęczona by pamiętać o ojcu.
Tak spędzili cały tydzień. W pracy Ginny nie zawsze zgadzała się z Bretem i
często krytykowała jego posunięcia, robiła to jednak taktownie.
S
R
Potłuczone żebra Breta zagoiły się, a właściciel chatki zadzwonił informując
go, że zamierza ją rozebrać. Doszedł do wniosku, że nie spełnia wymogów
bezpieczeństwa. Ginny dała się ponieść błogiemu upojeniu, nie martwiąc się
wreszcie o to, czy Bret naprawdę zamierza pozostać w Webster. Postanowiła
chwytać życie na gorąco.
Po pracy Bret zajmował się wyłącznie nią. Było to wspaniałe a zarazem
uświadomiło Ginny, jak mało uwagi poświęcał jej w czasie małżeństwa.
Droczył się z nią, wyśmiewając zwyczaj wkładania kciuka do ust. Odgrażał
się, że kupi jej smoczek. %7łartował, że pod nazwiskiem McCoy kryje się widocznie
stary, skąpy Szkot, bo Ginny nie chce lekkomyślnie wydawać pieniędzy na
jedzenie.
W piątek Bret zabrał ją do Sama i Laury. Zaprosili go na obiad pod
warunkiem, że pomoże bratu wytapetować dziecięcy pokój. Ginny ucieszyła się.
Znów zanosiło się na deszcz, prześladujący Webster od tygodnia, a
temperatura szybko zbliżała się do zera grożąc gołoledzią. Ciemne chmury pokryły
już całe niebo, gdy skręcili w drogę, wiodącą do wielkiego domu zbudowanego w
stylu wiktoriańskim.
- Zawsze lubiłam to miejsce - westchnęła Ginny, widząc oświetlony z okazji
ich przybycia podjazd. - Kiedy byłam małą dziewczynką, mama stroiła mnie w
niedzielę, wkładała mi czarne lakierki i zabierała na herbatkę do panny McCord,
ciotecznej babki Laury. Panna McCord opowiadała mi wtedy o Laurze. To
zabawne, ale dzięki niej znałam Laurę zanim ją jeszcze spotkałam.
Bret zachichotał i wysiadł z samochodu, by otworzyć drzwi Ginny.
- To zupełnie jak Sam. Panna McCord najpierw zamęczała go opowieściami o
Laurze, potem zrobiła wykonawcą testamentu, na mocy którego Laura
odziedziczyła cały majątek. Cioteczna babka połączyła ich w bardzo dziwny
sposób.
- Ale chyba nie mają nic przeciwko temu - zauważyła Ginny zastanawiając
S
R
się, czy ich małżeństwo ułożyłoby się inaczej, gdyby przed ślubem wiedziała
więcej o Brecie. Przez chwilę zazdrościła Laurze szczęśliwego życia - domu
pełnego kotów, Sama tresującego rasowe pointery, a przede wszystkim ocze-
kiwanego dziecka. Kiedy jednak w drzwiach stanęła uśmiechnięta Laura, Ginny
cieszyła się, że jest jej przyjaciółką.
Jeśli nawet Sam i Laura zdziwili się obecnością Ginny, zdołali to zręcznie
ukryć. Sprawiali wrażenie zachwyconych. Bret i Sam poszli przygotować przybory
do tapetowania, a Laura zaprowadziła Ginny do dziecięcego pokoju. Po drodze
pochwaliła się przyjaciółce zmianami i ulepszeniami, jakie przeprowadzili w domu
przez półtora roku.
Przed ślubem Sam mieszkał naprzeciwko i za domem trzymał zagrodę dla
psów. Potem przerobił stary dom na biuro i wprowadził się do Laury. Psy pozostały
w zagrodzie, a koty królowały w dobudowanej za kuchnią oranżerii.
Laura zatrzymała się w połowie schodów dla złapania tchu. Widząc
przerażenie w oczach Ginny zaśmiała się.
- Ciągle za dużo gadam. Jeżeli dziecko nie przyjdzie wreszcie na świat,
zamęczę się na tych schodach. Na szczęście Sam urządził dodatkową łazienkę obok
kuchni.
- Czy jesteś pewna, że wolno ci chodzić po schodach? - spytała Ginny, widząc
mozolną wędrówkę Laury.
- Dooo...skonałe ćwiczenie - wysapała Laura.
Gdy znalazły się na miejscu, Ginny zapomniała o swoich obawach.
- Tu jest cudownie - powiedziała z nie skrywaną zazdrością. Pokój został
wymalowany na brzoskwiniowo i ozdobiony motywami karuzeli. Rolka tapety
wybranej przez Laurę leżała rozciągnięta na stole do przewijania niemowlęcia.
Laura przesunęła dłonią po wydatnym brzuchu.
- Może trochę przesadzamy - wyznała - ale to nasze pierwsze dziecko.
Ginny podeszła bliżej i uściskała ją.
S
R
- Masz do tego pełne prawo - pochyliła głowę, by ukryć kręcące się w oczach
łzy. Kiedy weszli panowie, znów wyglądała promiennie.
- Myślałem, że odnowiliśmy już wszystko - jęknął Sam. Dzwigał naręcze
tubek z klejem, pędzli i wałków do tapet. - Przerobiliśmy ten dom od dołu do góry.
- Nie narzekaj - Laura wspięła się na palce i dała mu buziaka. - Zobaczyłam tę
tapetę i wiedziałam od razu, że muszę ją mieć w pokoju dziecięcym. Chyba chcesz,
żeby nasze maleństwo miało wszystko w najlepszym gatunku? - zamrugała
błagalnie oczami.
- Daj kurze grzędę - zachichotał Sam. - Dalej, Bret. Bierzmy się do roboty.
Zanosi się na deszcz, a nie chciałbym, żeby tapety odpadły od nadmiaru wilgoci -
pocałował żonę i wziął się do pracy.
Bret zwlekał. Ginny czuła na sobie jego wzrok, gdy ponownie lustrowała
wzrokiem pokoik. Uniósł kącik ust dając do zrozumienia, że wie, o czym ona
myśli. Połączyła ich niewidzialna nić zrozumienia i ciepła.
Laura, pragnąc przerwać tę scenę zwróciła się do Ginny.
- Zejdzmy na dół. Pomożesz mi przygotować obiad. Z doświadczenia wiem,
że mężczyzni po pracy bywają głodni jak wilki.
Ginny posłusznie poszła za nią rozmyślając, że byłaby szczęśliwsza, gdyby
nie rozpamiętywała tego, co zaszło między nią a Bretem.
W kuchni Laura mieszała w garnku aromatycznie pachnącą zupę, a Ginny
nakrywała do stołu. Obejrzała się w momencie, gdy Laura wspięła się na palce, by
zdjąć wazę z górnej półki. Jęknęła i pochyliła się, opierając czoło o drzwi wiszącej
szafki.
Ginny podbiegła do niej.
- Nic ci nie jest? - spytała, sadowiąc Laurę w głębokim dębowym krześle.
- To tylko skurcz - upierała się Laura. - Nic wielkiego. Jeszcze czas.
- Usiądz i odpocznij. Dokończę sama - Ginny podsunęła Laurze drugie
krzesło pod nogi.
S
R
- Może rzeczywiście powinnam odpocząć. Za dwa tygodnie nie będę już w
stanie sama się obsłużyć. - Laura wyciągnęła się na krześle, splatając ręce na
brzuchu.
Ginny bez słowa wyjęła świeży chleb z folii, położyła go na blacie obok
piecyka i zaczęła smarować masłem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl