[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ku. Siedziała w fotelu przy oknie i wpatrywała się w ciemność.
Kiedy Lisette zajrzała do pokoju, odwróciła się i uśmiechnę
Å‚a na jej widok.
- Wejdz - zaprosiła dziewczynę. - Gdzie Jane?
- Jestem tutaj!
Lisette stanowczo odsunęła siostrę do tyłu.
~~ 171 ~~
- Bardzo nam przykro, że znowu boli panią głowa - powie
działa. - Czy będziemy pani przeszkadzać?
- W żadnym wypadku! - zawołała panna Petrie. - Wejdzcie!
- Ciocia Julia uważa, że nie jest pani wcale chora - stwier
dziła Jane, przyglądając się bladej twarzy i podkrążonym oczom
guwernantki. - Moim zdaniem, wyglÄ…da pani na bardzo chorÄ…,
panno Petrie. Chyba powinna pani poprosić Edwarda, żeby po
słał po doktora.
- Ja nie... nie sądzę, żeby to było konieczne, Jane. To tylko
ból głowy. Powiedz, jak minął dzień.
- Doskonale! - zawołała Jane. - Przez cały dzień byłam bar
dzo grzeczna!
- Ciocia była z ciebie zadowolona?
- Nie powiedziała tego, lecz na pewno była. A u Allardyce ow
było okropnie nudno.
- Biedna Jane - mruknęła Lisette z uśmiechem. - Tak się
starała. Byłam z niej naprawdę dumna.
- Cieszę się. Myślę, że zasłużyłaś na uściski, kochanie.
Jane nie potrzebowała drugiego zaproszenia. Natychmiast
wdrapała się na kolana guwernantki i mocno ją uściskała.
Panna Petrie zamknęła oczy, więc Lisette powiedziała:
- Już wystarczy, Jane. Zasiedziałyśmy się. Opowiedziałaś
pannie Petrie o dzisiejszym dniu, a teraz musimy iść i dać jej
odpocząć. Chodz. - Jane niechętnie zeszła z kolan guwernant
ki i pozwoliła się zaprowadzić do drzwi. W progu Lisette za
trzymała się. - Może coś pani przynieść?
- Nie, dziękuję. Wcześnie położę się spać, a rano będę jak
nowo narodzona i chętnie wysłucham szczegółowej relacji
z wydarzeń dzisiejszego dnia. Dobranoc, kochane.
Jane była bardzo cicha w drodze do swojej sypialni. Lisette
dotrzymywała siostrze towarzystwa, podczas gdy służąca ją
~~ 172 ~~
rozbierała, myła i kładła do łóżka. Po odejściu pokojówki Li-
sette podeszła, żeby pocałować Jane na dobranoc.
- Lisette - szepnęła zmartwiona Jane. - Panna Petrie pła
kała.
- Nie sÄ…dzÄ™, Jane.
- Tak, płakała! Pod oknem było ciemno, więc nie widziałaś,
ale miała mokre policzki. Płakała.
- To pewnie przez ten ból głowy - uznała Lisette po chwili wa
hania. - Pamiętasz, jak cię bolała głowa podczas ostatniej choro
by? Miejmy nadzieję, że rano poczuje się lepiej. Dobranoc.
Lisette wyszła po cichu. Nie chciała martwić siostry, ale
obawiała się poważnie, że stracą pannę Petrie szybciej, niż się
spodziewały.
W tym samym czasie Julia rozpoczęła kampanię.
- Lavinia Allardyce mówi, że Daisy Ledbury nie jest szczęś
liwa w małżeństwie. Podobno Ledbury rzadko bywa w domu,
obraca siÄ™ w bardzo podejrzanym towarzystwie. Kobiecym to
warzystwie!
- No cóż, doszły mnie słuchy na ten temat - przyznał
Edward powściągliwie. Nie miał najmniejszej ochoty wysłu
chiwać plotek rozpuszczanych przez panią Allardyce. Julia
uwielbiała moralizować, a tego by dzisiaj nie zniósł.
- Oczywiście, moralność w Anglii znajduje się w stanie
upadku - kontynuowała. - Nawet wśród osób, które powinny
świecić przykładem. Szczególnie wobec młodzieży.
- Doprawdy? - mruknął Edward najbardziej zniechęcają
cym tonem.
Julia zbytnio się tym nie przejęła.
- Zawsze uważałam, że guwernantki i tym podobne osoby
powinny obowiązywać szczególnie ostre kryteria w dziedzinie
~~ 173 ~~
moralności - ciągnęła z uporem. - Najwyrazniej jest inaczej.
Wezmy, na przykład, pannę Petrie.
Edward żachnął się. Przecież Julia nie mogła wiedzieć
o scenie, jaka rozegrała się tego dnia w pokoju w wieży. Nie
możliwe! Nikogo ze służby nie było nawet w pobliżu, a Julia
z dziewczętami wybrały się do Guildford.
- Jeśli zamierzasz być nieuprzejma względem panny Pe
trie, Julio, to oszczędz sobie fatygi, na darmo strzępisz język
- oświadczył chłodno. - Zauważyłem, że jej nie lubisz, Bóg je
den wie dlaczego. Ja zawsze byłem z niej zadowolony.
- Oczywiście, że byłeś - powiedziała znacząco. - Czy wiesz,
że ona ma kochanka?
- Kochanka? Co za bzdury?
- %7ładne bzdury, mój drogi. Przeprowadziłam dokładne do
chodzenie. Kochanek panny Petrie mieszkał w wiejskiej go
spodzie. Wyjechał w chwili mojego przyjazdu, zaledwie dwa
dni temu.
Edward wstał.
- Uważaj na to, co mówisz, Julio. Nie dopuszczę, żebyś swo
im robaczywym językiem zatruwała osobę, którą darzę naj
wyższym szacunkiem!
- No tak, ciebie też złapała w swoje sidła.
Edward z najwyższym trudem nad sobą panował. Nie wró
cił do równowagi po tym, co wydarzyło się po południu. Wy
słuchiwanie, jak Julia, kobieta, którą zawsze gardził i której nie
lubił, szarga dobre imię Octavii, przekraczało jego siły.
- Nie chcę nic więcej słyszeć. Zostawiam cię, możesz sama
nurzać się we własnych brudach, Julio, ja nie mam na to ochoty.
- Mogę to udowodnić! - Słowa bratowej dosięgły go już
przy drzwiach.
Odwrócił się powoli i wycedził:
~~ 174 ~~
- Jeśli to jedna z twoich fantazji, to, przysięgam na Boga,
zrujnuję ciebie i twojego męża. To nie będzie wcale trudne.
Wasz majÄ…tek nie jest wcale tak bezpieczny, jak sÄ…dzicie.
- Nie powinieneś mówić takich rzeczy! To okrutne! Gdy
bym nie miała absolutnej pewności, to chyba zaczęłabym
się bać. - Z zainteresowaniem zmierzyła wzrokiem szwagra.
- Wygląda na to, że masz dla panny Petrie więcej sympatii,
niż przypuszczałam. W takim razie tym bardziej powinie
neś poznać prawdę o niej. Ta kobieta prowadzi podwójną grę,
Edwardzie. W dniu mojego przyjazdu nie poszła wcale na nie
winny spacer. Była w gospodzie i romansowała z niejakim pa
nem Smithem. Smithem! Nie sądzisz, ze powinna wymyślić
dla niego lepsze nazwisko?
- Mów dalej! - warknął Edward ponuro.
- Byłam świadkiem tego spotkania, widziałam ich na
własne oczy, więc nawet nie próbowała zaprzeczać. Kie
dy przyjechałam, byli w gospodzie sami i prowadzili bar
dzo intymną rozmowę. To nie wszystko. Przeprowadziłam
dochodzenie i znalazłam świadków, którzy widzieli, jak się
obejmowali i całowali! Niektórzy twierdzą nawet, że poma
gała mu się ubierać! - Julia spojrzała triumfalnie na szwa
gra. - Sam jÄ… zapytaj, kim jest ten pan Smith. Zobaczymy,
co ci odpowie.
Edward patrzył na Julie, oszołomiony. Wreszcie wybuchnął:
[ Pobierz całość w formacie PDF ]