[ Pobierz całość w formacie PDF ]

jakby wasz ślub odbył się zaledwie kilka dni temu. Bardzo za
nią tęsknię.
Cios został wymierzony nadzwyczaj celnie. Serce zabolało
Nasha, jakby ktoś uderzył w nie ostrym nożem.
- Mnie też bardzo jej brakuje - powiedział cicho. - Wybacz,
ale chcę się już położyć. Mam za sobą ciężki dzień.
Zniły mu się dłonie. Delikatne, czułe i ciepłe. Zniły mu się
usta. Pełne, słodkie, miłe w dotyku. Całował usta, całym ciałem
czuł pod sobą delikatną skórę, śliską od potu... Zniło mu się, że
kocha siÄ™ z SamantÄ….
Obudził się. Rozejrzał się po pokoju. Nie było w nim nikogo.
A więc to tylko sen, pomyślał. Po omacku zapalił lampę. Na
chwilę zamknął oczy. Zwiatło nocnej lampki wydało się zbyt
oślepiające. Kiedy otworzył oczy, okazało się, że patrzy prosto
na stojące na nocnym stoliku zdjęcie Stacy.
- Dobry Boże! -jęknął i opadł na poduszkę. Zakrył twarz
rękami.
Co się ze mną dzieje? pomyślał przerażony. Jakim cudem
OBUDy SI, KRÓLEWNO
83
doszÅ‚o do tego, że zainteresowaÅ‚em siÄ™ SamantÄ…? Przecież przy­
siągłem sobie, że nigdy w życiu nie zwiążę się z inną kobietą.
Przez sześć lat nie miałem z tym żadnych kłopotów. Dopiero
teraz...
Wziął do ręki zdjęcie swej zmarłej żony. Patrzył w twarz
kobiety, której przysiÄ™gaÅ‚ miÅ‚ość i wierność aż do Å›mierci. Cze­
kał na dobrze znane poczucie winy, ale tym razem nie nadeszło.
Nie czuł się wcale jak mąż zdradzający żonę z inną kobietą.
OgarnÄ…Å‚ go straszny gniew.
Stacy mnie oszukała, myślał. Zawiodła mnie, a w końcu
odeszła. Lekarze ostrzegali, że nie wolno jej mieć dzieci. Miała
zaawansowanÄ… cukrzycÄ™. Choroba zaatakowaÅ‚a nerki. Tak bar­
dzo chora kobieta nie miała szansy przeżyć ciąży. Ale Stacy
nikogo nie słuchała. Była uparta jak osioł. Udawała, że bierze
piguÅ‚ki antykoncepcyjne, i potajemnie zaszÅ‚a w ciążę. Nie przy­
znała się od razu. Dopiero kiedy była w czwartym miesiącu...
Nash pamiętał tamten dzień, jak gdyby to było wczoraj.
Stacy wreszcie powiedziała mu o dziecku. Najpierw się wściekł.
Krzyczał na nią i kazał jej nawet usunąć ciążę. Potem ją błagał,
a w końcu nawet płakał. Nic nie pomogło.
Stacy była uparta. Bardzo chciała mieć dziecko i postanowiła
je urodzić. Uważała, że ma dość sił, żeby wykarmić małego
pasożyta.
Ale nie wytrzymaÅ‚a, choć i tak żyÅ‚a trochÄ™ dÅ‚użej, niż przewi­
dywali lekarze. Zmarła osiem godzin po urodzeniu Colby. Zdążyła
jeszcze potrzymać w ramionach swoje wymarzone dziecko, za
którego urodzenie zapłaciła życiem. Zdążyła nadać córeczce imię.
Gdyby żyła trochę dłużej, może zdołałaby przebłagać Nasha, może
Nash zdołałby jej przebaczyć, że tak podle go oszukała. Tylko tej
jednej sprawy nie zdołała załatwić przed śmiercią.
OBUDy SI, KRÓLEWNO
84
Stąd właśnie brało się poczucie winy Nasha. Pogodził się
ze śmiercią Stacy, ale nigdy nie wybaczył żonie, że zabrała mu
tych kilka lat, które mogliby razem przeżyć. Czuł się winny,
ponieważ wciąż jeszcze gniewał się na Stacy i nie umiał jej
wybaczyć.
Westchnął. Odstawił zdjęcie na miejsce. Pogłaskał palcem
policzek Stacy.
- Nina nie musi mi o tobie przypominać - szepnął. - I bez
tego nigdy ciÄ™ nie zapomnÄ™. Ale ty nie żyjesz. Na wÅ‚asne ży­
czenie. I choćbym na głowie stanął, to i tak do mnie nie wrócisz.
Stwierdził, że nie może sobie teraz pozwolić na romans
z Samantą. To byłoby nieuczciwe. Może potem, kiedy już zdoła
się uporać z tym przerażającym poczuciem winy, kiedy wreszcie
przestanie się wściekać na Stacy.
- Tatuś powiedział, że spędził z tobą uroczy wieczór.
- Naprawdę? - Samanta ustawiła poprzeczkę.
- No. I mówił, że fantastycznie wyglądałaś. On cię chyba
lubi - roześmiała się Colby.
Samanta spojrzała na stojącego za ogrodzeniem mercedesa.
Nash siedział w samochodzie i rozmawiał z kimś przez telefon.
- Nie powinnaś mówić takich rzeczy, Colby.
- A dlaczego nie? Przecież to prawda. Czy tatuś pocałował
ciÄ™ na dobranoc?
- Colby! - oburzyła się Samanta.
- Pocałował cię, czy nie? - dopytywała się dziewczynka.
- Nie twój interes.
- Kiedy tatuś tak mówi, to znaczy, że tak.
- A kiedy ja tak mówiÄ™, to znaczy dokÅ‚adnie to, co powie­
działam. To nie twój interes.
OBUDy SI, KRÓLEWNO 85
- Założę się, że cię pocałował - upierała się Colby. - Bo
gdyby nie, tobyÅ› siÄ™ nie zaczerwieniÅ‚a. Czy jeszcze kiedyÅ› pó­
jdziesz z nim na kolacjÄ™?
- Nie.
- A zaprosił cię?
- Nie.
- No to ciÄ™ zaprosi.
- Masz zamiar jezdzić dziś na koniu, czy będziesz go tak
prowadzać aż do wieczora? - Samanta straciła cierpliwość.
- Pewnie, że będę jezdzić. - Colby pokazała w uśmiechu
szczerbate zęby. - Podsadzisz mnie?
Samanta usadziła Colby w siodle i dopasowała strzemiona.
- Najpierw go trochę rozgrzej - poleciła.
- Sam?
- SÅ‚ucham.
- Ja też uważam, że jesteś bardzo ładna.
Choćby nie wiem jak bardzo Samanta chciała, nie mogła się
dłużej gniewać na tę małą. Wybuchnęła śmiechem.
Zerknęła przez ramiÄ™ w stronÄ™ samochodu. Nash wciąż jesz­
cze rozmawiał przez telefon. Oparł notatnik o kierownicę i coś
w nim zapisywał.
Samanta zaczęła siÄ™ niepokoić. Prawie godzinÄ™ temu przy­
wiózł Colby na lekcję, ale ani na chwilę nie wysiadł z auta. Nie
wiedziała, czego właściwie się po nim spodziewała. Sądziła, że
powinien się przynajmniej z nią przywitać. Oczywiście byłoby
dobrze, gdyby powiedziaÅ‚ kilka miÅ‚ych słów o wspólnie spÄ™dzo­
nym wieczorze, ale tego nie mogła od niego wymagać.
Colby na pewno się pomyliła, pomyślała Samanta. Nash
wcale nie wspomina mile piÄ…tkowego wieczoru. Tak siÄ™ wymor-
OBUDy SI, KRÓLEWNO
86 [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl