[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Wiem.
- Powiedział, że dokądś mnie dziś zabiera. Ma mi coś pokazać.
Chyba coś ważnego, ale co, nie wiem. Nie wiem też, na jak długo
wychodzimy. Zostaniesz sama. Nie będziesz się czuła nieswojo?
- Ma przyjść do mnie Ines. Posiedzi, aż wrócicie. Mallory nie miała
pojęcia, że Rafael tak to zorganizował. Wyglądało na to, że wybierali się
na dłużej.
- To dobrze. Czy przed wyjściem mogę ci jeszcze w czymś pomóc?
O niczym nie zapomniałam?
- Właśnie chciałem zapytać o to samo.
Mallory odwróciła głowę w stronę drzwi, w których pojawił się
Rafael w towarzystwie Ines. Był świeżo po prysznicu, miał na sobie
błękitną sportową koszulę i brązowe spodnie. Pociągał ją tak bardzo, że
niedawne postanowienie, że nie pozwoli sobie ulec zmysłom, wydało jej
się kompletnym absurdem. Grały w niej na sam jego widok.
Nachylił się i pocałował Apolonię.
- Dobranoc, córeczko. - Zerknął na Mallory. - Możemy iść?
Cokolwiek planował, zachowywał się bardzo tajemniczo.
- Tak.
Ines wzięła książkę z półki i usiadła na drugim łóżku, zapewne z
zamiarem poczytania Apolonii przed snem, a dziewczynka pomachała
pona
ous
l
a
d
an
sc
Mallory w swój charakterystyczny sposób. Odpowiedziała jej podobnym
gestem. Och, jakże kochała to dziecko!
- Czy potrzebna mi będzie torebka? - spytała Rafaela, gdy
przechodzili przez jego pokój.
- Nie.
W holu wziął ją za rękę. Dla gości hotelowych i personelu musiało
to wyglądać najzupełniej naturalnie. Ot, państwo D'Afonso, właściciele
pensjonatu, wybierali się na przechadzkę przed snem. Rafael uśmiechał
się i miał taką minę, jakby chciał jak najprędzej podzielić się ze
wszystkimi jakąś ważną tajemnicą. Mallory wyczuwała, że coś głęboko
przeżywał.
Głównymi schodami weszli na piętro i im dłużej szli olbrzymim
korytarzem, tym bardziej upewniała się w przekonaniu, że idą do Alfamy.
Po co?
Otworzył pierwsze podwójne drzwi, odsłaniając drugie, ozdobione u
góry poetyckim cytatem, który zwrócił jej uwagę, gdy po raz pierwszy
nocowała w pałacu. Lianor zażartowała wtedy, że jakiś romantyk z ich
rodu pragnął zapewne, by jego żona pamiętała zawsze o swych małżeń-
skich powinnościach.
Czy również Rafael przyprowadził ją tutaj z podobną intencją? Czy
nie wiedział, że nie potrzebuje jej o nich przypominać? Czy już podczas
pierwszej nocy, jaką ze sobą mieli spędzić, nie domyślił się, że kocha go
ponad życie?
Zatrzasnął zewnętrzne drzwi i pociągnął ją do środka. Wspaniałość
królewskiej komnaty na nowo oszołomiła Mallory. Poraziła ją nagle
świadomość, że oto stoi w miejscu pulsującym historią w towarzystwie
pona
ous
l
a
d
an
sc
potomka królów Portugalii. Gdyby Rafael urodził się kilkaset lat temu,
byłby księciem. Do tej pory nigdy nie myślała o nim w taki sposób. Gdy
zamknął drzwi, poczuła, że uginają się pod nią nogi. Przez chwilę stali w
półmroku. Rafael objął się rękoma. Wszystko to działo się naprawdę, ale
Mallory znalazła się raptem na cienkiej krawędzi między światem
realnym a jakąś bajką. Czuła się jak niewinna panna młoda, którą
przyprowadzono przed oblicze księcia. Wyobrażenie to przemawiało dziś
do niej silniej niż dziecięce marzenie o tym, by stać się taka jak Amazonki
z Rajskiej Wyspy.
- Kiedy ożeniłem się z Isabell - odezwał się nagle Rafael -
zamieszkaliśmy u jej rodziny w Sintra. Nie zdążyliśmy nawet pomyśleć o
oddzielnym domu, ponieważ szybko zaszła w ciążę i bardzo zle ją
znosiła. Męczyły ją poranne mdłości, parę miesięcy przeleżała w szpitalu,
podawano jej kroplówki.
- Biedna... - wyszeptała Mallory.
- Nie mogłem być przy niej bez przerwy, gdyż w przeciwnym razie
upadłyby nasze rodzinne interesy. Postanowiliśmy wtedy zatrudnić na
stałe pomoc i została nią właśnie Maria, dotychczasowa pokojówka mojej
teściowej. Isabell była chwilami tak znękana, że dałbym wszystko, by
móc cofnąć czas i żeby nigdy nie zaszła w ciążę. Urodziła mi dziecko, ale
nie miała żadnej odporności. Dostała zapalenia płuc i umarła. Czułem się
winny jej śmierci, nie dawałem sobie rady. Niedługo potem zginęli moi
rodzice, a Lianor przeżyła tragiczny romans. Opowiadała ci o tym?
- Tak...
- Moja siostra do tej pory nie może mi darować, że odsłoniłem
prawdziwą naturę jej ukochanego.
pona
ous
l
a
d
an
sc
- Nie, Rafaelu, to nie tak. Lianor wie, że ocaliłeś ją i wtedy, i
pózniej. Tylko dzięki twojej interwencji nie doszło do tragedii. Ona
bardzo cię kocha. Podczas szkolenia w Los Angeles mówiła o tobie
bezustannie.
- Miło to słyszeć - wymruczał niepewnie i potarł dłonią kark. - Jak
się zapewne domyślasz, jedynym światełkiem w moim życiu stała się
Apolonia.
- Kochane dziecko! Skinął głową.
- Po pogrzebie Isabell przeniosłem się z nią i Marią tutaj. Zająłem
dawną sypialnię rodziców. Pokój, w którym teraz śpi Apolonia, należał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • elpos.htw.pl