[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ostatecznością. W dodatku jej śmierć oznaczałaby, że nasi Jedi i wasi uczniowie nigdy już nie
wyzdrowieją. Mamy zbyt mało informacji o niej, żeby wiedzieć, co dokładnie się dzieje.
- Rzeczywiście - przytaknął Taalon. - Czy jest coś jeszcze, o czym powinniśmy
porozmawiać? - Sarasu Taalon z całego serca nienawidził Luke a Skywalkera. Miał przemożną
ochotę porazić go błyskawicami Mocy, udusić albo rozpłatać swoim mieczem świetlnym. Przy
odrobinie szczęścia i pomocy Ciemnej Strony może będzie miał okazję spełnić swoje pragnienie,
kiedy już zmuszą Abeloth do współpracy z Sithami. Przez krótką chwilę pławił się w marzeniach o
tym triumfalnym momencie.
- Nie, to wszystko - wyrwał go z zamyślenia Luke. - Czy będziesz lądował na Klatooine?
- Wątpię.
- Ja też nie. Nie przepadam za piaskiem. Cień Jade , bez odbioru.
- Kapitanie... - zagadnęła Taalona Leeha Faal, jego pierwsza oficer, także Keshiri. Idąc za
przykładem przełożonego, ona również nosiła krótkie włosy, ale na wysokie czoło opadały jej
pojedyncze, dłuższe kosmyki.
- Tak? O co chodzi?
- Przeglądaliśmy informacje o Klatooine i...
- Nie mów, że na tej stercie piachu może być coś wartego zainteresowania - wszedł jej w
słowo Taalon.
- Hm, sir, szczerze powiedziawszy, jest jedna rzecz, którą mógłby pan ewentualnie
zobaczyć. Czy mogę? - Wskazała komputer. Taalon przeglądał jej się przez chwilę w milczeniu.
Lepiej, żeby to naprawdę było ważne; jeśli nie, to taka bezczelność nie ujdzie jej płazem.
- No dobrze, co to takiego? - westchnął ostentacyjnie.
Leeha nie zawahała się, ale jej pewność siebie w Mocy nieco zmalała - co prawda tylko na
chwilę, ale zauważalnie. Szybko pochyliła się nad konsolą, wklepała ciąg komend i za chwilę na
ekranie pojawił się nieprawdopodobnie piękny obiekt. Wyglądał niczym gejzer w chwili erupcji,
zatrzymany na wieki w bezruchu; każda kropla i rozbryzg wody sprawiały wrażenie zamrożonych,
dzięki czemu można było bez końca napawać się jej urodą i filigranową kruchością tego zjawiska.
Gejzer obracał się na ekranie komputera pokładowego, ukazując w pełnej krasie swoje misterne
strugi, a Taalon patrzył na to widowisko ze ściśniętym że wzruszenia gardłem. Podobnie jak każdy
członek Plemienia Sithów, bardzo cenił piękno - czy to w rysach twarzy żywej istoty, czy to w
splocie ręcznie tkanej materii, czy nawet w kształtach rękojeści sztyletu shikkar.
Ten widok poruszał najczulsze struny jego duszy.
Musiał to coś... zdobyć.
- Jest... niezwykła - wykrztusił wreszcie. - Czy to rzezba?
Zadowolona z reakcji przełożonego, Leeha uśmiechnęła się promiennie.
- Nie, sir. To wytwór natury. Coś w rodzaju szkła.
Taalon odwrócił się do niej gwałtownie, ale wyraz jej twarzy mówił mu, że dziewczyna nie
żartuje. Szkło...? Jeśli to rzeczywiście było szkło, to wspanialsze i robiące większe wrażenie niż
cokolwiek, co miał w swojej kolekcji - a nawet wszystkie budowle Tahv.
- Ale... jak to możliwe? Co to takiego?
- Nazywają ją Fontanną Przedwiecznych Huttów - wyjaśniła Leeha. - Głęboko w jądrze
planety powstaje substancja zwana wintrium. W dawnych czasach, jeszcze zanim zaczęto
prowadzić jakiekolwiek rejestry, dziesiątki tysięcy lat temu nastąpił proces pękania skorupy
planety. Wintrium wytrysnęło na powierzchnię, ale podczas zetknięcia z powietrzem nastąpiła
reakcja chemiczna, w wyniku której zastygło.
Taalon pomyślał, że gdyby twór był dziełem rąk żywej istoty, natychmiast kazałby ją
porwać, a potem zmusił do stworzenia równie pięknej - albo nawet piękniejszej - rzezby do swojej
prywatnej kolekcji. Niestety, pech chciał, że to zjawisko było naturalne. A on nie mógł zmusić
natury do współpracy.
- Domyślam się, że ta... Fontanna... jest bardzo cenna dla Klatooinian?
- Oczywiście - potwierdziła Faal. - Traktują ją jak świętość. Czas jest w ich kulturze i całym
galaktykopoglądzie otaczany wielką czcią i szacunkiem - dodała. Najwyrazniej zanim postanowiła
zakłócić spokój swojego kapitana, uważnie przestudiowała zagadnienie. - W miarę upływu lat
wintrium twardnieje.
Ciekawe, zadumał się Taalon. Tworzywo, które z czasem staje się coraz trwalsze? A gdyby
tak stworzyć broń, która im jest starsza, tym mocniejsza...?
Pogładził z namysłem swoją starannie przystrzyżoną brodę, nie spuszczając oka z obrazu
fontanny. Leeha podjęła:
- Klatooinianie również wierzą, że wraz z upływem czasu rosną w siłę. Jedną z przyczyn,
dla których zdecydowali się służyć Huttom jakieś dwadzieścia pięć tysięcy lat temu, było
zobowiązanie Huttów, że będą dbać o Fontannę.
Taalon zmarszczył czoło.
- Huttowie? Czy to od nich wzięła nazwę ta... Fontanna?
- Cóż, tak... chociaż początkowo nazywano ją po prostu Fontanną Przedwiecznych.
- Kim są ci Huttowie?
Leeha bez wahania pochyliła się nad konsolą, nie fatygując się nawet prosić o pozwolenie
(Taalon przyjął to z uznaniem jako świadectwo inicjatywy i pewności siebie) i przywołała na ekran
komputera następny obraz: potężnej, przypominającej olbrzymią larwę istoty o kluchowatym
cielsku, wielkiej głowie, szerokich ustach i dwóch króciutkich rączkach. Była całkowitym
przeciwieństwem fontanny - nie miała w sobie ani odrobiny piękna.
- Huttowie dożywają nawet tysiąca lat; pewnie dlatego po przybyciu na Klatooine zostali
uznani za potomków mitologicznych przedwiecznych. To inteligentni, egoistyczni manipulatorzy,
którzy świadomie wykorzystują wiarę Klatooinian w swoje boskie pochodzenie. Podstępnie skłonili
tubylców, żeby wysyłali swoje dzieci do pracy na ich rzecz - tam, gdzie Huttowie uznają to za
stosowne: jako górników do niebezpiecznych kopalń, pracowników fizycznych, żołnierzy i
chłopców na posyłki.
Taalon poczuł dziwny respekt dla tych wielkich robali.
- Na jak długo zawarli ten układ? - spytał.
Leeha uśmiechnęła się otwarcie.
- Na zawsze.
- No, no... - mruknął z podziwem. - Chyba powinniśmy się od nich uczyć.
- Plemię nieustannie doskonali swoje zdolności i przygotowuje się do ostatecznego objęcia
rządów w galaktyce - wyrecytowała Leeha. Mądra z niej dziewczyna, uznał Taalon. Na pewno
daleko zajdzie.
Przywołał z powrotem na ekran obraz Fontanny i przyglądał jej się przez długą chwilę.
- Czy istoty spoza planety mogą się do niej zbliżać? - spytał.
- Ależ oczywiście, sir - zapewniła go Faal. - Wszystko wskazuje na to, że to coś w rodzaju
atrakcji turystycznej, chociaż obwarowanej kilkoma surowo przestrzeganymi zasadami.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]